niedziela, 15 kwietnia 2018

Staza zaciskowa SAM XT.

Szacuje się, że 20% poszkodowanych, którzy doznali urazu umiera z powodu niekontrolowanego krwotoku zewnętrznego, kolokwialnie mówiąc ludzie wykrwawiają się.

Staza zaciskowa SAM XT to nowoczesna staza taktyczna która wymaga minimalnego nakładu sił oraz ruchów aby całkowicie wyeliminować masywne krwawienie z kończyn (zmiażdżenia, amputacje, złamania) wszędzie tam gdzie doszło do przerwania głównych naczyń krwionośnych.



Staza może być wykorzystana przez szarego Kowalskiego jak i służby medyczne czy militarne. Specjalna konstrukcja pozwala na sprawne założenie opaski, także samodzielnie przez osobę poszkodowaną dostępne są trzy modele "Cywilna (orange) , Blue (połączona cywilna i militarna), Militarna (black)" . 


Poniższy przykładowy film przedstawia zakładanie stazy taktycznej w pełnym rozładunku za pomocą jednej ręki. Intuicyjna obsługa oraz szybki montaż pozwalają na całkowite zatamowanie krwawienia.


Co odróżnia ją od konkurencji ? Firma SAM Medical opracowała innowacyjne podejście tak aby zminimalizować awaryjność tym samym zaoszczędzić czas na życie poszkodowanego. Technika klamry TRUFORCE przy odpowiednim zacisku (naciąganiu)  automatycznie blokuje się wypełniając otwory w stazie tym samym likwidując wszystkie luzy i możliwość przemieszczania się jej przy dalszym użytkowaniu - zobacz jak sprawuje się w różnych warunkach !

Innowacyjna technologia automatycznej blokady uruchamia zaczepy blokujące, eliminując luz (system doskonale znany z pasa do unieruchomienia miednicy SAM Pelvic Sling II - opatentowana automatycznie blokująca się klamra)

kliknij - skręć - zabezpiecz !


Szybka aplikacja : innowacyjny projekt SAM XT wymaga mniej zwrotów i regulacji osprzętu, co umożliwia łatwiejsze, szybsze szkolenie i intuicyjną obsługę.


Kontrola luzu: luz jest główną przyczyną nieudanej aplikacji opaski zaciskowej. Technologia klamry TRUFORCE ™ firmy SAM XT zapewnia automatyczne blokowanie w celu wyeliminowania prawie wszystkich luzów opaskowych dzięki zastosowaniu innowacyjnego podstawowego sterowania siłą, aktywując zaczepy blokujące.

Wytrzymałość : Spełnia normy MIL-STD 810G, zwiększając wytrzymałość.

Rozproszone ciśnienie i podpora : Wykonane w 100% z nylonu, płyta TRUFLEX ™ firmy SAM XT rozkłada siłę jako ukierunkowane ciśnienie obwodowe, jednocześnie zapewniając dodatkowe wsparcie dla metalowego krępulca.

Niezawodna wytrzymałość i stabilność : Metalowy pręt  wykonany jest z lekkiego aluminium 6061-T6, co zapewnia niezawodną wytrzymałość i stabilność.

Materiał odporny na warunki pogodowe: odporny na warunki atmosferyczne umożliwia niezawodne i bezpieczne użytkowanie we wszystkich środowiskach.

Precyzyjny pasek na każdą pogodę: Precyzyjny pasek na każdą pogodę jest wykonany z jednowarstwowej nylonowej taśmy i posiada otwory, które umożliwiają klamrę TRUFORCE ™ pewnie blokować przy odpowiednim nacisku.

Zakładanie stazy - filmy treningowe:

https://www.sammedical.com/training/sam-xt-training

Zakładanie - usuwanie stazy jest bardzo szybkie i łatwe !


Firma SAM Medical z dumą ogłasza, że ​​uzyskała National Stock Number (NSN - NATO) dla Tactical Black SAM XT. NSN oznacza przedmiot jako standardowy sprzęt wojskowy i dostarcza rekomendacje na zakup i użytkowanie w wojsku. Staza taktyczna SAM XT nie posiada rekomendacji CoTCCC ale myślę że to tylko kwestia czasu.

Pamiętajmy aby działać wg aktualnych zaleceń/wytycznych min: ATLS, ERC, ETC, ITLS, PHTLS, TCCC itp Wszędzie jest o zastosowaniu w masywnych krwotokach/zmiażdżeniach min stazy/opaski zaciskowej/uciskowej !

Gdzie i w jaki sposób zakładać świetnie opisuje to notatka na profilu społecznościowym Kardiologia Ratunkowa :

https://www.facebook.com/notes/kardiologia-ratunkowa/kontrowersje-wok%C3%B3%C5%82-miejsc-zak%C5%82adania-stazy-taktycznej-w-ratownictwie-cywilnym/1099643233492460/



Staza taktyczna powinna stać się obowiązkowym wyposażeniem każdego zespołu ratownictwa medycznego w Polsce ! niestety z tym bywa różnie. Staza od paru miesięcy towarzyszy mi w pracy niestety nie miałem możliwości wykorzystania jej w pełni na pacjencie - oczywiście jak nadarzy się okazja poinformuje was na łamach profilu społecznościowego i zaaktualizuje wpis na stronie :)

Dostępne trzy modele: pomarańczowy (cywilny), czarny (militarny) oraz od marca niebieski który łączy (cywilny i militarny).

Wymiary sprzętu: 

6,3x3,
8x18,4 cm (dł./szer./wys.)
Waga: 108 g.

Cena około 200 zł 

Produkt dostępny w Polsce: opatrunki112.pl

Więcej o produkcie dowiesz się tutaj: www.sammedical.com/products/sam-xt



piątek, 23 lutego 2018

Wywiad o różnicach w specyfice działania KSRG i PRM, wspólnocie emocji ratowników...


Wywiad o różnicach w specyfice działania KSRG i PRM, wspólnocie emocji ratowników, efekcie wieży Babel oraz o bestsellerach strażackich - z Przemysławem Gancarczykiem, ratownikiem medycznym i redaktorem Ratownictwa Praktycznego rozmawia Kuba Nelle. 




K.N : Witam Cię, Przemku.

P.G: Witam Cię, Kubo. Uprzejmość i chłodna kurtuazja – cecha dżentelmenów ratownictwa (śmiech)

K.N. Uwaga w punkt! Czy orientujesz się, że to prawdopodobnie mój pierwszy wywiad na łamach „Ratownictwo Medyczne łączy nas wspólna pasja”?

P.G. Wiem, bo sam Cię trochę do niego zmusiłem (śmiech) przy okazji konkursu z HandbookiemStrażaka Ratownika w tle. Mam nadzieję, że liczba odsłon zmotywuje Cię do tego, żeby zaprosić też inne, znacznie ciekawsze od mnie postacie z ratowniczego świata. Już Ci mogę podrzucić kilka nazwisk i pseudonimów –Lucas Felcher, Igor Żmudka, Adam Stępka, Tomek Górecki, Tomek Sanak.  Z chłopakami ze straży może być trochę gorzej, bo z tego, co się orientuję, każdorazowo potrzebują na publiczną wypowiedź, jako strażacy, zgody swojego przełożonego.

K.N Czekaj, czekaj! Zgodziłem się na tę rozmowę, bo chcieliśmy porozmawiać o nowej publikacji Ratownictwa Praktycznego oraz o tym, co poprawić w relacjach strażacy – ratownicy medyczni, a Ty mi tu układasz roczny plan pracy. I to ja ocenię, czy jesteś ciekawy jako rozmówca czy nie. Ja zadaję pytania – Ty odpowiadasz (śmiech).

P.G. Przekonałeś mnie . Zamieniam się w słuch. Może dyspozytor nam nie przerwie, bo S-ka pojechała i jesteśmy „na kolejce” (rozmowa telefoniczna miała miejsce w czasie dyżuru).

K.N. Powiedz mi, Przemku, jak to się stało, że ratownikowi medycznemu bez żadnego związku z PSP czy OSP udało się stworzyć najlepiej w tej chwili sprzedającą się publikację strażacką w kraju? (Handbook Taktyczny Strażaka Ratownika przyp. K.N.)

P.G. Kuba, dementuję te plotki. Ja nic nie stworzyłem. Ja tylko zdecydowałem się wykorzystać potencjał szkoleniowy i literacki st. kpt. Rafała Podlasińskiego – zawodowego Strażaka Ratownika, któremu zaufałem i któremu dałem wolna rękę. W fakcie, że publikacja "Handbooka Taktycznego Strażaka Ratownika"  już po 3 tygodniach sprzedaży staje sie bestsellerem, nie ma więc nic dziwnego. Przepis jest prosty. Bierzemy kompetentnego autora, który swoje doświadczenie wykuwał w akcji oraz jako wieloletni instruktor, dodajemy do tego wydawcę, który nie twierdzi, że wszystko wie najlepiej. Potem podczas długich telefonicznych rozmów uzgadniamy proporcje treści do grafiki oraz filmów... i modlimy się na koniec do Pana Boga, żeby sklep na stronie internetowej wytrzymał po kilkaset zamówień tygodniowo (śmiech). Orientujesz się, Kuba, że pracuję jako ratownik medyczny w ZRM-ach i wydaję głównie literaturę dla ratowników medycznych, ale kupuję też obsesyjnie publikacje na temat różnych aspektów ratownictwa – straż pożarna, ratownictwo górnicze, górskie, wodne itd. Publikacja strażacka nie jest więc żadnym wybrykiem szalonego wydawcy (śmiech).


 K.N Masz jednym słowem korbę na punkcie każdej dziedziny ratownictwa?

No właśnie. Ja trochę to ratownictwo postrzegam holistycznie – myślę, że wiesz, Kuba, o co mi chodzi. Wyrastamy, wszyscy ratownicy, z tego samego korzenia. Strażacy, ratownicy medyczni, ratownicy górscy, górniczy, wodni. Jesteśmy trochę taką samotną planetą krążącą w galaktyce innej ludzkiej działalności. Planetą niepodobną do żadnej innej. Tak samo reagujemy wyrzutem adrenaliny na sygnał do wyjazdu, potrafimy okazać żywiołową radość, jeżeli ratowany przeżyje, ale też tak jak w żadnym innym zawodzie doświadczamy często uczucia zupełnej bezsilności, a nawet rozłożonej na raty rozpaczy. Bo przegraliśmy z czasem, siłą żywiołu, czasami splotem niekorzystnych dla poszkodowanego okoliczności. Jesteśmy dla społeczeństwa bohaterami tylko wtedy, gdy wygrywamy, a jak sam Kuba wiesz, zdarza się to relatywnie raz na ileś tam wyjazdów.

K.N Doskonale wiem, o czym mówisz. Niestety dziennikarze rzucają się ratownikom do gardeł z absurdalnymi pytaniami: „Gdzie była karetka, dlaczego drabina była za krótka” itd. Sam dostaję na priv profilu „Ratownictwo Medyczne...” pytania od mediów i normalnych ludzi, które potrafią mocno zranić.

P.G. Temat rzeka. Nikt, kto nie dostał wezwania do NZK u zachłyśniętego dziecka, gdy do miejsca zdarzenia jest, lekko licząc, z 15 minut dojazdu – nie zrozumie, o czym mówisz. Liczysz te minuty dojazdu, przeliczasz gorączkowo dawki leków i powtarzasz rozmiary rurek, ale gdzieś już z tyłu głowy wypełza ten straszny głos: „K...a – nie zdążymy”. Bo ratownictwo to nie 2+2 = 4. Pamiętam, że rozmawiałem na manewrach odwodu PSP z jednym z kolegów strażaków. Było to 3–4 lata po pożarze hotelu socjalnego w Kamieniu Pomorskim. Dla strażaków – akcja potwór, akcja koszmar. Stalowa konstrukcja ze ścianami wypełnionymi styropianem, płytami wiórowymi i pianką poliuretanową. W środku ponad 70 ludzi, w tym wiele samotnych matek z dziećmi. Uczestnik tej akcji powiedział mi tylko tyle: „Przemek, na ewakuację ludzi mieliśmy po przyjeździe 7 –8 minut. Potem był już tylko huk ognia i wycie tych, co skakali z okien. Nie wiem, czy rozumiesz?”. Rozumiałem aż za dobrze i jakoś tak przez dwa dni przewracałem się w nocy z boku na bok. Ja nie do końca mam chyba właściwe predyspozycje psychiczne do bycia ratownikiem. Zresztą nie wiem, jakie predyspozycje mogą Cię uchronić przed pewnymi powracającymi obrazami, kiedy sam masz syna w wieku dwóch lat.

K.N. Wracając do tematu... bo chyba zabrnęliśmy w ciemne rejony ratownictwa.

P.G. Wracając do tematu, chcę ci, Kuba, powiedzieć, że nikt na tej naszej planecie nie zrozumie ratownika tak jak drugi ratownik. Nieważne, czy z naszej wąskiej branży czy z sąsiedniej działki. Emocje buzują te same. Dlatego w gruncie rzeczy znaleźliśmy z kpt. Podlasińskim wspólny język, choć nie stało się to może tak szybko, jak sobie wyobrażałem. I to będzie odpowiedź na niezadane jeszcze pytanie, jakie różnice dzielą jednak różne działki ratownictwa i jak powinniśmy szukać wspólnego języka w akcji.

K.N. Nie wiem, w którym kierunku idziesz, ale coraz bardziej wciąga mnie na ta nasza rozmowa.

P.G. Bo rozmowa ma wciągać! Co z tego, że będziemy tu sobie powtarzać jakieś stereotypowe ratownicze komunały i licytować się, kto jest większym superbohaterem – strażacy czy ratownicy, a może jednak toprowcy? (Śmiech). Jakieś półtora roku temu wyszperałem więc gdzieś w głębinach internetu mocno wizjonerski artykuł z „Przeglądu Pożarniczego” kpt. Podlasińskiego – „Handbook – prawa ręka dowódcy” i byłem przekonany, że opisuje on publikację już wydaną. Chciałem ten handbook kupić, a tu zonk!

Jak się okazało, publikacja występowała tylko w liczbie pojedynczej w kieszeni kpt. Podlasińskiego. Została stworzona na własne potrzeby. Pomyślałem, że to mistrzostwo świata i natychmiast muszę się skontaktować z autorem, zanim zrobi to ktoś inny(śmiech). Zdobyłem namiar JRG 15 w Warszawie, gdzie był dowódcą zmiany, i zaproponowałem mu wydanie handbooka u siebie.

K.N. Zgodził się od razu? Jak zareagował na fakt, że jesteś ratownikiem medycznym niezwiązanym w żaden sposób z PSP i OSP?

P.G. Dobre pytanie! Słuchaj. To była dla mnie pierwsza lekcja różnic, jakie występują między naszymi zawodami, o której nie miałem pojęcia. Kpt. Podlasiński (był wtedy na służbie) potraktował mnie bardzo uprzejmie, ale z dystansem. Nie odczułem nawet cienia niechęci do swojej osoby jako ratownika medycznego, ale miałem wrażenie, że rozmawiam z zawodowym żołnierzem. Próbowałem w czasie tej pierwszej rozmowy przejść na Ty (wyobrażasz sobie, że do drugiego ratownika medycznego mówisz na Pan?), ale zostało to zignorowane. Wysłuchał mnie jednak z uwagą i na koniec powiedział coś, co mnie zupełnie zbiło z tropu.

K.N. Co Ci powiedział?

P.G. Panie Przemku, rozważę tę propozycję współpracy wydawniczej. Jestem jednak zobowiązany poprosić o zgodę na wydanie publikacji komendanta jednostki - któremu podlegam. Chcę też mieć pewność, że ma Pan świadomość, że reprezentuję jako autor Państwową Straż Pożarną.

K.N. Byłeś mocno zaskoczony?

P.G. Kuba, zazwyczaj jest tak, że jak dzwonisz do potencjalnego autora książki z propozycją wydawniczą, to reaguje dość emocjonalnie, a potem próbuje w różny sposób wizualizować sobie, ile na tym zarobi i jaką otoczy się sławą (śmiech). Dotyczy to zwłaszcza beletrystyki. Wydanie własnej książki w Polsce nadal nobilituje. Ja to rozumiem. Sam pracowałem kiedyś w jednym z największych w Polsce wydawnictw oraz próbowałem wydać kryminał napisany w przerwie między kontraktam,i a na nocnych dyżurach śniły mi się miliony (śmiech).

K.N. Setki czytelniczek ustawiających się do podpisania Twojej książki!

P.G. No właśnie. Rozumiesz? A tu facet z ogromnym dorobkiem, jako strażak, międzynarodowy ratownik USAR Poland, specjalista i instruktor z zakresu ratownictwa technicznego, stabilizacji naruszonych konstrukcji budowlanych, działań poszukiwawczo-ratowniczych, mający za sobą akcje międzynarodowe m.in. po trzęsieniu ziemi w Nepalu, nie traktuje siebie jako punktu odniesienia, ale jako część większej struktury, za której wizerunek jest odpowiedzialny. To mnie właśnie zaskoczyło na zasadzie kontrastu ze środowiskiem ratowników medycznych. W wielogodzinnych telefonicznych rozmowach z Rafałem (w końcu przeszliśmy na Ty) doszliśmy do wniosku, że te dwa zawody zbudowane są na odmiennych fundamentach. Ratownicy reprezentują strukturę bardziej horyzontalną, gdzie ten rys indywidualnego działania i improwizacji mocno dochodzi do głosu i zdanie prawie każdego członka zespołu może być brane pod uwagę, co często prowadzi do tarć, ale i twórczego fermentu. Strażacy mają strukturę zdecydowanie pionową, hierarchiczną, zbudowaną na wzór wojskowy, co pozwala im działać często szybciej i w sposób zdecydowany.

K.N. Chodzi ci o to, że u nas każdy w jakiś sposób jest indywidualista i gra do własnej bramki?

P.G. Dokładnie! Świetnie to, Kuba, ująłeś. Jako ratownicy medyczni jesteśmy trochę jak ten archetyp zmęczonego życiem Clinta Estwooda w jego rolach ze spaghetti westernów. Widziałem gdzieś nawet taką koszulkę „Ponury zbawca świata.” Może dlatego tak trudno w naszej grupie zawodowej o wytyczenie wspólnego punktu na horyzoncie, do którego powinniśmy zmierzać. Jeden idzie środkiem, drugi trochę miedzą, a trzeci skrada się wykopem. Każdy twierdzi, że ma rację, a do tego gra muzyka Ennio Morricone (śmiech).

K.N. Tylko że z czegoś taka sytuacja musi wynikać, prawda?

P.G. Wynika to niestety bezpośrednio z obciążenia pracą ratowników i – powiedzmy sobie szczerze – braku w tym całym korowodzie miejsca na odpoczynek i normalnie prywatne życie. Próbujesz przetrwać w System ie i nie zwariować. Dochodzi często element łączenia składów ZRM-ów w warunkach kontraktu na zasadzie przypadkowości. Przychodzisz na dyżur i widzisz obok siebie zupełnie nowego kolegę, który, dajmy na to, jeździ w sąsiednim rejonie. Dyżur wskoczył mu na zasadzie zastępstwa za kontraktowca, który „na gwałt” musiał pozbyć się dniówki. To historia trochę jak z „Szeregowca Ryana” (śmiech). Kompania wybita do nogi, więc obok Ciebie jako kierownik czy kierowca ląduje ratownik, którego gdzieś tam w przelocie widziałeś kiedyś na SOR-ze. Pytanie teraz, kto w tym układzie dowodzi? Niejednokrotnie jednak ten z silniejszą osobowością. Przy wyjazdach, gdzie konieczna jest współpraca na maksymalnie intuicyjnym działaniu i właściwie rozumieniu się bez słów, może to prowadzić do tragicznych nieporozumień. Nie na darmo, Kuba, od kilku lat na Zachodzie tworzy się i szkoli się zespoły w ED, gdzie szczególny nacisk kładzie się na element współpracy i zrozumienia roli drugiej czy trzeciej osoby w zespole.

K.N. Wiem, o czym mówisz. Znam przypadki, gdy kierownikowi ZRM podstawowego wrzucano „świeżaka” po szkole z kilkoma miesiącami doświadczenia na SOR–ze.

P.G. Czytasz, Kuba, w myślach? To między innymi mój przypadek (śmiech). Byłem głupi, że się na to godziłem. Tylko dzięki pomocy doświadczonych kolegów zespół wychodził z niebezpiecznej sytuacji obronną ręką. Trzeba o tym głośno mówić w środowisku, bo to nie jest nasza wina, tylko decydentów, którzy stworzyli taki, a nie inny System . Z rozmów z Rafałem wiem, że, w PSP jest to sytuacja nie do pomyślenia. I może właśnie ten rys zespołowej współpracy, standaryzowania na terenie całego kraju obszarów niespójnych, przy położeniu nacisku jednak na strukturę hierarchiczną, powinniśmy przejąć od strażaków. Nie może dochodzić do tak absurdalnej sytuacji jak kilka lat temu w Świętokrzyskim, gdzie Pani Dyrektor Solnica stwierdziła, że nie wyda morfiny zespołom podstawowym, bo koliduje to z Ustawą o Przeciwdziałaniu Narkomani.

K.N. Ale to jest właśnie struktura hierarchiczna!

P.G. Nie, Kuba. To jest struktura lokalnych kacyków pogotowianych, którzy równie dobrze mogą stwierdzić, że na obszarze Naszego Pogotowianego Bantustanu lejemy pacjentom tylko płyny, bo tak jest bezpieczniej zarówno dla ratownika, jak i kacyka.

K.N. Odbiegamy, Przemku, jednak od tematu rozmowy. Nie do końca rozumiem, jak przenosi się to na naszą współpracę z PSP i OSP?

P.G. Już tłumaczę, dlaczego czasem coś między nami nie funguje.

K.N. Przepraszam, co robi?

P.G. Funguje. To słowo, którego po karambolu na S8 w miejscowości Kowiesy użył dr Przemysław Guła w artykule opublikowanym w „Menadżerze Zdrowia”. Pozwól, że przytoczę. (Dokładne cytat z dr. Guły dodano do wywiadu już na etapie autoryzacji – przyp. K.N).

„Nie jest to czas i miejsce, aby punktować defekty naszego System u. Każda z osób w nim pracujących może powiedzieć ministrowi, co nie funguje. A co, moim skromnym zdaniem, nie zadziałało teraz? Czas przekazania informacji i jakość tego, co robi tak zwany CPR 112. Brak standaryzacji zasad funkcjonowania kierującego medycznymi działaniami ratunkowymi. To rozsypało dalsze elementy – ocenę miejsca, segregację, komunikację i wreszcie wykorzystanie dodatkowej pomocy oraz dyslokację. No i oczywiście nieopisane zasady komunikacji i współdziałania kilku centrów dyspozytorskich. Żaden z wymienionych elementów nie jest winą człowieka, jak najchętniej widziałyby to media i decydenci (zdejmuje to z nich odpowiedzialność). Nie odkrywajmy koła — wszystko zostało opisane już dawno. To zdarzenie dowodzi jednak, że standardy muszą być jednakowe dla wszystkich, bo jak widać, nieodpowiedzialność kierowców nie zna granic administracyjnych. Posługiwanie się różnymi standardami i językami (mimo że wszyscy są tak samo ubrani) prowadzi do tak zwanego efektu wieży Babel (polecam osławione nagrania dyspozytorów — zaprezentowane w mediach, mówimy o tym samym, ale zupełnie nie tak samo)”.

K.N. Pamiętam to zdarzenie z relacji prasy. Straszna chryja się z tego zrobiła.

P.G. I słusznie! Wiesz, co mnie najbardziej zdziwiło przy relacjach z tej akcji, jakie pojawiły się w mediach i szczątkowo na forach ratowniczych?

K.N. Tak?

P.G. Że nigdzie nie wspomniano o tym, czy dyspozytornie oraz ZRM-y obecne na miejscu zdarzenia próbowały wykorzystać do ustalenia lokalizacji karambolu, triage’u, wstępnej oceny miejsca zdarzenia i w końcu działań medycznych potencjału Straży Pożarnej. Przecież tam musiało być co najmniej kilka zastępów PSP! Ja się obawiam, że jest to opinia krzywdząca dla ratowników medycznych, którzy tam działali i może w komentarzach do tego wywiadu odezwą się uczestnicy tej akcji ze sprostowaniem. Liczę nawet na to. Niestety, wiedząc z doświadczenia, jak wygląda na miejscu zdarzenia masowego nasza komunikacja z PSP i OSP, boję się, że ratownicy nie byli nawet w stanie „spiąć” komunikacji z KDR-em choćby na poziomie radiowym. Nie dlatego, że nie chcieli. Nikt ich tego nie nauczył w powtarzalnej, znanej wszystkim procedurze. Guła w swym soczystym, dosadnym podsumowaniu działań ma na pewno rację, pisząc: „Posługiwanie się różnymi standardami i językami (mimo że wszyscy są tak samo ubrani) prowadzi do tak zwanego efektu wieży Babel”. Przecież poszczególne ZRM- y nie były nawet w stanie dogadać się ze sobą, kto kieruje medycznymi działaniami ratunkowymi, a co dopiero mówić o precyzyjnej bezpośredniej komunikacji ze strażakami. W międzyczasie „zniknął” podobno z miejsca zdarzenia lekarz, któremu pierwszy przybyły na miejsce zespół podstawowy przekazał koordynację medycznych czynności ratunkowych. Komunikacja padła na całej linii.

K.N. Ale czy to wina ratowników?

P.G. Przecież mówię, że nie. Absolutnie – nie! Nie czuję się ekspertem, ale obserwuję System  z perspektywy zwykłego szarego ratownika medycznego i twierdzę, że nie wyciągnięto z tego zdarzenia żadnych wniosków. Powtarzam to zresztą jak echo za dr. Gułą. Brak ustalenia zasad komunikacji ZRM-ów, dyspozytorni ze Strażą Pożarną oraz częstych wspólnych ćwiczeń doprowadzi wkrótce do identycznej sytuacji. Wystarczy mgła, rozległość zdarzenia oraz brak wystarczających sił i środków ze strony PRM. Niech jeszcze dołoży się do tego jak w opisywanej sytuacji lokalizacja miejsca zdarzenia na „styku” dyspozytorni.

K.N. Nie spodziewałem się, że rozmowa pójdzie w takim kierunku, ale cząstkowo chyba muszę się z Tobą zgodzić – zdarzenia masowe w PRM nadal kuleją. Masz jakiś pomysł, żeby to zmienić?

P.G. Kuba, kim ja jestem, żeby coś proponować na poziomie krajowym? Jeszcze raz podkreślę, nie czuję się ekspertem. Może zaprosisz do rozmowy mojego imiennika, dr. Przemysława Gułę. Facet ma autorytet i nie próbuje wymyślić na nowo koła. Odpowiedź jest jednak dość prosta. Po pierwsze: jak najwięcej wspólnych ćwiczeń z PSP i OSP na poziomie powiatu i województwa z doprecyzowaniem szczegółów komunikacji radiowej i telefonicznej. To podstawa. Po drugie: dwutorowa edukacja, w jaki sposób możemy sobie wzajemnie pomóc i budować zawodowe zaufanie. Pozwól, że podam prosty przykład. Czy w przypadku braku sił i środków ze strony PRM-u mogę spokojnie jako ratownik medyczny pozostawić „żółtego” lub „czerwonego” pacjenta pod opieką strażaków – ratowników ? Czy w ramach KPP poradzą sobie z tym wyzwaniem? Zresztą dlaczego KPP? Nie jest już tajemnicą, że ramach sekcji PSP funkcjonują ratownicy medyczni ! Wystarczy proste pytanie do KDR-a –są z wami medyczni ? Proszę, „pożycz” mi na chwilę dwóch! Sam skorzystałem kiedyś z tej alternatywy przy dwóch pacjentach z politraumą. Z mojego dwuosobowego zespołu podstawowego w kilka sekund powstały personalnie dwie podstawy. Wszystko za zgodą dowódcy sekcji. Można? Niestety częstym grzechem na miejscu zdarzenia jest działanie „obok siebie”, a nie wspólnie.

K.N. Przemku, a jak odniesiesz się do wysuwanych na forach ratowniczych zarzutów, że zazwyczaj istnieje dysproporcja pomiędzy liczbami strażaków i ratowników na miejscu zdarzenia? Obrazują to zdjęcia wrzucane nawet jako memy.

P.G. Kuba, to absurdalne i głupie zarzuty. KSRG i ZRM to inna specyfika działania.  Odpowiem jednak prosto. Jak pokazuje życie – to nie strażaków jest za dużo, tylko nas za mało.  Dlaczego swoje gorzkie żale wylewamy na inną służbę ratowniczą, a nie do Ministra Zdrowia? Pojawiła się koncepcja zespołów podstawowych trzyosobowych – krzyk. Ja rozumiem – jak nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze. Nie mieszajmy porządków! Trzeba wysuwać postulaty płacowe bezwzględnie, ale bez idiotycznej implikacji, że jak będzie nas dwóch zarobimy więcej. I po raz kolejny wracamy do punktu wyjściowego tej rozmowy. Struktura horyzontalna – każdy może mieć swój własny pomysł na System . Spotkałem kiedyś takiego mistrza, który twierdził, że jeżeli dostanie kilka tysięcy do ręki, to będzie jeździł sam. Tacy ludzie ośmieszają zawód ratownika.

K.N. Tak sobie myślę, Przemku, że ta nasza rozmowa będzie zachętą do szerszej debaty nad współpracą Straży Pożarnej i PRM-u nie tylko w kontekście zdarzeń masowych.

P.G. Ja też mam taką nadzieję. Będzie, pod warunkiem, że padną w tej debacie argumenty merytoryczne, a nie emocjonalne. Nic tak nie szkodzi rozmowie jak pusty słowotok żalów i wzajemnych pretensji wzmacniany krzykiem. Pamiętajmy – jesteśmy ratownikami i na końcu łańcucha, którego wszyscy jesteśmy ogniwami, czeka poszkodowany. To na nim powinniśmy ogniskować swoje spojrzenie. Tam, gdzie pojawia się pęknięcie, pomiędzy KSRG a PRM, tam ginie człowiek.

K.N. Mocno powiedziane!

P.G. Wcale, Kuba, nie mocno. To wrodzony brak optymizmu, że „jakoś to będzie”. Ja z natury jestem katastrofistą i wierzę w happy endy tylko, kiedy leje się pot, krew i łzy. W ratownictwie element przypadku istnieje wystarczająco mocno, by jeszcze dawać mu prezenty w postaci przypadkowych działań ratowników. Przypadkowy to może być zakup za ciasnych spodni. Wszystko.

K.N. Podsumowujemy rozmowę?

P.G. Jasne. Kuba, ja Ci przede wszystkim bardzo dziękuję za możliwość wypowiedzi na Twoim profilu przy okazji promocji Handbooka. „Ratownictwo Medyczne łączy nas wspólna pasja” to profil, z którym często budzę się i zasypiam.

K.N. O, jak romantycznie! (Śmiech).

P.G. Możliwe, że część ratowników, oprócz ponurych zbawców świata i katastrofistów, to romantycy – ukłony dla nich, zwłaszcza tych z TOPR-u i GOPR-u. Dziewczyny też myślą, że jesteśmy twardymi romantykami. Niech tak pozostanie z korzyścią dla nas (śmiech).

K.N. Co po „Handbooku Taktycznym Strażaka Ratownika”? Jakieś nowe propozycje wydawnicze dla ratowników medycznych?

 P.G. Lada dzień pojawi się zapowiedź naprawdę genialnego opracowania Igora Żmudki „W zaminowanym terenie – objawy chorobowe i ich różnicowanie w praktyce ratownika medycznego”. To efekt kilkuletniej pracy Igora w temacie różnicowania objawów chorobowych w warunkach ZRM-ów. Pozycja ogromna, prawie 500 stron ze steampunkową okładką. Na pewno wizualnie nie przegapisz (śmiech). W następnej kolejności wznowienie zaktualizowanej do wytycznych ESC 2017 pozycji Adama Stępki „Ostre zespoły wieńcowe w praktyce...”. Pracujemy też nadal wspólnie z pięcioma autorami pod redakcją moją i Dominika Chmiela nad tymi nieszczęsnymi algorytmami MCR.

K.N. Dlaczego nieszczęsnymi?

P.G. Pozycja pierwotnie miała się ukazać już na początku 2016 roku, ale nie owijając w bawełnę – to było nierealne. Piekielnie trudno stworzyć publikację, która obejmuje całą pediatrię, ginekologię i położnictwo, internę, urazówkę, psychiatrię. Publikację, która nie będzie zwykłym przepisaniem niespójnych często wytycznych. Dodatkowo porwaliśmy się na odniesienie wytycznych do rzeczywistego funkcjonowania ZRM-ów w System ie. Każdy algorytm zawiera obszerne case study oraz filmy w postaci kodów QR. Na obecną chwilę do składu gotowe jest ok. 60%. Powinno już pójść teraz z górki, ale nie odważę się podawania terminu publikacji, jak robiłem to optymistycznie do tej pory. Celem tej książki nie jest wydanie dla samego wydania i odfajkowanie się, jako Autor czy Redaktor. Takie publikacje już w Polsce powstały. Raczej nie tak sobie to wyobrażam. Celem jest opracowanie po raz pierwszy w Polsce aktualnych wytycznych, które można zastosować do warunków i meandrów Ustawy oraz System u. Publikację MCR-ów tworzą wyłącznie ratownicy medyczni, którzy pracują w Systemie.

K.N. Mogę Wam tylko życzyć powodzenia. Jeżeli to, co mówisz jest prawdą, to będzie bestseller.

P.G. Jestem optymistycznym pesymistą – jak zawsze (śmiech).

K.N. Przemku, bardzo dziękuję Ci za ciekawą i rozmowę i mam nadzieję, że spotkamy się kiedyś w realu, a nie tylko telefonicznie!

P.G. Zapraszam Cię do Krakowa na Kongres Ratowników Medycznych.  Będę, jak co roku. Nie możesz się jak zwykle wymiksować w ostatniej chwili (śmiech).

K.N. Oczywiście. Znamy, znamy sprawę. Pilotujemy termin. Rozważymy, przedyskutujemy, ustalimy, Towarzyszu (śmiech). Dzięki, Przemku. Do zobaczenia.

P.G. Trzymaj się, Kuba.

Handbook taktyczny strażaka ratownika:


Pierwszy polski w pełni autorski Handbook taktyczny strażaka ratownika to pozycja obowiązkowa dla każdego strażaka – zarówno zawodowego, jak i ochotnika.

Główną zaletą Handbooka taktycznego jest możliwość wykorzystania go w czasie zdarzeń interwencyjnych. Poręczny, mieszczący się w każdej kieszeni handbook powinien być traktowany jako jedno z narzędzi pracy strażaka, wykorzystywane w kontekście podejmowania krytycznych decyzji na miejscu zdarzenia.

Publikację oparto na najlepszych anglosaskich wzorcach tworzenia handbooków operacyjnych. Szybki panel nawigacyjny z wykorzystaniem kolorów, szerokie spektrum poruszanych zagadnień (patrz: spis treści), tabele przeliczeniowe, algorytmy, poglądowe grafiki, oraz możliwość odtworzenia przy pomocy smartfona zawartych w handbooku kodów QR, odsyłających do treści filmowych – czynią z niego narzędzie niezastąpione na pokładzie każdego wozu bojowego.

Handbook wydrukowano na wodoodpornym papierze syntetycznym wytworzonym z polimerów i spięto metalową spiralą. Papier syntetyczny wykorzystywany jest m.in. w produkcji map taktycznych w armii USA. Dzięki temu publikację cechuje wysoka odporność na środki chemiczne, promienie UV, wodę, tłuszcz oraz uszkodzenia mechaniczne.
Zobacz test bojowy Handbooka taktycznego wykonany przez Służby-Ratownicze.pl

Autorem Handbooka taktycznego jest st. kpt. Rafał Podlasiński – dowódca zmiany w JRG 15 w Warszawie, międzynarodowy ratownik USAR Poland, uczestnik wielu akcji ratowniczo-gaśniczych, w tym po trzęsieniu ziemi w Nepalu. Kpt. Podlasiński jest także specjalistą i instruktorem z zakresu ratownictwa technicznego, stabilizacji naruszonych konstrukcji budowlanych, działań poszukiwawczo-ratowniczych, obsługi elektronicznych urządzeń do lokalizacji osób zasypanych czy nawigacji satelitarnej i topografii. To strażak ratownik z pasją i pomysłami, członek OSP w rodzinnej miejscowości.



sobota, 10 lutego 2018

Konikopunkcja i co dalej ?

Codziennością zespołów Państwowego Ratownictwa Medycznego jest zderzenie się z sytuacją tzw. „trudnych przypadków” a w związku z tym trudnych wyborów w zastosowaniu jak najbardziej odpowiednich czynności medycznych. Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dn.20 kwietnia 2016r. „W sprawie medycznych czynności ratunkowych i świadczeń zdrowotnych innych niż medyczne czynności ratunkowe, które mogą być udzielane przez ratownika medycznego” narzuca ratownikom medycznym obowiązek stosowania wszelkich dopuszczonych powyższym rozporządzeniem zabiegów medycznych w celu ratowania ludzkiego życia.

Istnieje jednak kilka zabiegów, które w praktyce są nadal bardzo rzadko stosowane lub w ogóle nie są wykorzystywane. Dlaczego ? Otóż głównie ze względu na ograniczone wyposażenie ZRM-ów oraz niewystarczający dostęp do wiedzy praktycznej. Jednym z takich zabiegów jest konikopunkcja.


Konikopunkcja to inwazyjny zabieg polegający na nakłuciu więzadła pierścienno-tarczowego i wprowadzeniu do tchawicy odpowiedniej rurki w celu prawidłowej wentylacji pacjenta. Tożsamym zabiegiem jest konikotomia. Różnicę stanowią tu techniczne aspekty wykonywania zabiegu, tj. wykorzystywane przyrządy oraz sposób penetracji tkanek więzadła (nakłucie lub nacięcie). Z definicji konikopunkcja ma polegać na czasowej oksygenacji pacjenta do ok. 30-40 minut do czasu wykonania intubacji lub tracheotomii. Podobnie w konikotomii tylko zamiast nakłucia stosuje się nacięcie więzadła pierścienno-tarczowego, zamiast kaniuli wprowadza się rurkę intubacyjną z mankietem o przekroju 6 mm, która umożliwia efektywną wentylację, również dodatnimi ciśnieniami.


Na czym zatem polega technika wykonania zabiegu ?

Zarówno w konikopunkcji jak i konikotomii podstawowym przyrządem służącym do lokalizacji więzadła pierścienno-tarczowego jest skalpel chirurgiczny najlepiej z rękojeścią. Od jakiegoś czasu producenci sprzętu medycznego mają do zaproponowania gotowe zestawy do konikopunkcji, które przypominają swoją budową rurkę tracheostomijną, średnice rurek w takich zestawach wynoszą od 4mm(Quichtrach) do 6mm(Pertrach, PCK Portex) i stanowią dużo lepszą propozycję aniżeli kaniula dożylna o przekroju 2mm, w dodatku umożliwiają pełną wentylację a nie tylko czasową oksygenację.


KONIKOPUNKCJA przyrządy i etapy działania:

Przyrządy:

-środki do dezynfekcji skóry pacjenta

-jałowe rękawice, środki ochrony własnej: okulary, maska ochronna

-skalpel chirurgiczny

-gotowy zestaw do konikopunkcji (Quicktrach, Pertrach, PCK) lub prowizoryczny (kaniula G14, strzykawka, końcówka rurki intubacyjnej) 

                                                    (Zestaw prowizoryczny)
Etapy działania:

1) ustabilizowanie tchawicy palcami niedominującej ręki oraz zlokalizowanie palcem wskazującym więzadła pierścienno-tarczowego (jest to najcieńsza błona w obrębie tkanek tchawicy, łatwa do penetracji). Więzadło to znajduje się pomiędzy chrząstka tarczowatą czyli popularnym jabłkiem Adama a chrząstką pierścieniowatą, która znajduje się ok. 2-3 cm poniżej (w kierunku nóg).

2) nacięcie wzdłużne skalpelem skóry pomiędzy jabłkiem Adama a chrząstką pierścieniowatą 

3) zlokalizowanie palcem wskazującym błony więzadła (w wykonanym nacięciu) i nakłucie

4) wprowadzenie zestawu i usunięcie mandrynu

5) stabilizacja rurki, jeśli rurka z mankietem uszczelnienie mankietu powietrzem ze strzykawki.

KONIKOTOMIA przyrządy i etapy działania:

Przyrządy:

-środki do dezynfekcji skóry

-jałowe rękawice, środki ochrony własnej: okulary, maska ochronna

-skalpel chirurgiczny

-długa prowadnica typu bougie

-rurka intubacyjna rozmiar 6 mm

-stabilizator rurki

Etapy działania:

1) ustabilizowanie tchawicy palcami niedominującej ręki oraz zlokalizowanie palcem wskazującym więzadła pierścienno-tarczowego. Więzadło to znajduje się pomiędzy chrząstka tarczowatą czyli popularnym jabłkiem Adama a chrząstką pierścieniowatą, która znajduje się 2-3 cm poniżej (w kierunku nóg).

2) nacięcie wzdłużne skalpelem skóry pomiędzy jabłkiem Adama a chrząstką pierścieniowatą 

3) w wykonanym nacięciu zlokalizowanie palcem wskazującym błony więzadła i wykonanie krótkiego nacięcia poprzecznego o szerokości nie więcej jak 1 cm, w praktyce jest to dosłownie włożenie i usunięcie skalpela. 

4) w wykonanym otworze umieszczenie palca wskazującego

5) wprowadzenie długiej prowadnicy typu bougie a następnie rurki intubacyjnej o rozmiarze 6 mm do momentu schowania się mankietu 2-3 cm, usunięcie prowadnicy, uszczelnienie i ustabilizowanie rurki.

Jakie wskazania odnośnie stanu pacjenta obligują nas do wykonania w/w zabiegów?

Zabiegi te należy rozważyć w wyjątkowych stanach zagrożenia życia, gdzie niemożliwa jest: intubacja dotchawicza lub wentylacja za pomocą maski twarzowej, nadgłośniowych przyrządów typu LMA, I-GEL. Są to przypadki takie jak:

- masywne obrzęki w obrębie górnych dróg oddechowych

- ciężkie termiczne lub chemiczne poparzenia górnych dróg oddechowych

-uszkodzenia mechaniczne w obrębie górnych dróg oddechowych np. przy próbach samobójczych w skutek zadzierzgnięcia przez powieszenie, lub w skutek duszenia przez osobę trzecią.

- masywne urazy twarzoczaszki, które dodatkowo mogą spowodować zachłyśnięcie krwią.

- niedrożność w drogach oddechowych spowodowana ciałem obcym.

Trudności w wykonaniu zabiegu i przeciwwskazania.

Z uwagi na fakt, iż zabiegi te stosuje się niezwykle rzadko w warunkach ZRM, podstawowym problemem ratownika medycznego przy ich wykonaniu jest strach i brak wiedzy. Rzeczywistym problemem mogą być pacjenci z otyłością, z grubą i krótką szyją które to cechy mogą powodować problemy ze zlokalizowaniem więzadła pierścienno-tarczowego. 

Warto zaznaczyć, że zabiegi te powinny być stosowane osób powyżej 12 r.ż., gdyż u młodszych pacjentów lokalizacja więzadła może sprawić dużo trudności, a u niemowląt jest ono praktycznie niewyczuwalne.

Bezpieczeństwo pacjenta oraz powikłania zabiegu.

W przypadku gotowych zestawów do konikopunkcji niektórzy producenci dopuszczają pośrednie nakłucie więzadła pierścienno-tarczowego poprzez skórę (Quicktrach, Pertrach), inni jak PCK Portex zalecają nacięcie skóry a następnie bezpośrednie nakłucie więzadła igłą. Co w takim wypadku, bezpośrednie nakłucie czy nacięcie jest bezpieczniejsze dla pacjenta i jakie mogą być powikłania? 

Zanim przystąpimy do tego zabiegu należy być przede wszystkim dobrze przygotowanym merytorycznie, musimy pamiętać, że są to zabiegi inwazyjne które powodują istotne naruszenie tkanek pacjenta.

W przypadku pośredniego nakłucia więzadła przez skórę wymagane jest użycie siły i precyzji, należy zachować ostrożność aby po przebiciu skóry igła nie ześlizgnęła się z toru wkłucia i nie uszkodziła naczyń krwionośnych na poziomie tarczycy ponieważ może to wywołać krwotok, który utrudni dalsze działania. Natomiast małoefektywna wentylacja przy pomocy prowizorycznego zestawu z kaniulą dożylną, może spowodować barotraumę płuc,

Przypadek:

Pacjent lat 40 będąc w ogródku piwnym wypija napój, w którym pływa pszczoła. Nieświadomie bierze łyk napoju z owadem. Podczas przełykania dochodzi do użądlenia w obrębie jamy ustnej/gardła. Konsekwencją jest masywny obrzęk w obrębie górnych dróg oddechowych i zatrzymanie oddechu. 

Przybyły na miejsce zespół P zastaje pacjenta nieprzytomnego, w głębokiej hipoksji z zachowanym krążeniem. Zespół S dojedzie za ok. 30 minut. Jedynym zabiegiem, który umożliwi resuscytację oddechową jest konikopunkcja lub konikotomia.

Czy zespół potrafi go wykonać do czasu przyjazdu zespołu S?

Na to pytanie musi sobie odpowiedzieć każdy kto decydując się na pracę w zespołach Państwowego Ratownictwa Medycznego świadomie wziął odpowiedzialność za ludzkie życie.

W dobie coraz mniejszej ilości zespołów specjalistycznych czas oczekiwania na pomoc lekarza z S-ki nieubłaganie się wydłuża, to niesie za sobą konieczność posiadania przez ratowników medycznych umiejętności w wykonywaniu zabiegów takich jak konikopunkcja lub konikotomia.

Musimy również pamiętać, że zaniechanie wykonania tych zabiegów w przypadkach wymagających ich zastosowania mogą nieść za sobą konsekwencje prawne z  art. 162 kk. 

Video instruktażowe:

Więzadło pierścienno-tarczowe (polecam kanał YouTube: VUMC Emergency Medicine):



PCK Portex gotowy zestaw do konikotomii:


Konikotomia:


Quicktrach gotowy zestaw do konikopunkcji:


Pertrach gotowy zestaw do konikopunkcji:


https://youtu.be/fW8Rlk_GOSc

Autor: rat. med. Piotr Kluska

sobota, 3 lutego 2018

Kto to jest Turbo Ratownik ? Zobacz odpowiedzi użytkowników !

Coraz częściej czytając komentarze pod postami na stronie fcb można spotkać słowo Turbo Ratownik w kontekście pozytywnym jak i negatywnym. Dlatego pewnego dnia zadałem pytanie na łamach profilu społecznościowego do kolegów i koleżanek - jaka to jest osoba ? Odpowiedzi było mnóstwo - można wywnioskować że takie nazewnictwo działa na Ratownika jak płachta na byka ale czy zawsze :) ? 

Ciężko będzie znaleźć idealne pojęcie pasujące do terminologii TURBO RATOWNIK :) 

Przed wami niektóre cytowane pojęcia użytkowników (pisownia oryginalna) : 

"Turboratownik to ktoś kto zabiera ze sobą multum sprzętu i zero talentu. Ktoś kto obladowuje się jak choinka duperelami jednak w razie potrzeby i tak nie potrafi z tego sprzętu skorzystać. We Wrocławiu od lat obowiązuje zasada multum sprzętu zero talentu a to przecież o naszą wiedzę umiejętności i czasami twórczość ludową chodzi"  Aleksander. S

--------------------------------------------------------

"Często działa to odwrotnie, ludzie którzy mają w du*ie swoją robotę wołają turbo na tych, którzy mocniej się angażują i usprawniają sobie pracę przez wspomniany wyżej sprzęt. Obwieszanie się szpejem, którego i tak się nie wykorzysta/nie umie się go wykorzystać, jest rzeczywiście bez sensu, ale jeżeli np. nerka z najczęściej używanymi materiałami może mi pomóc, to nie widzę niczego złego w jej noszeniu" Artur. G

--------------------------------------------------------

"Termin często stosowany przez wypalonych i niezadowolonych z życia ratowników. Stosowany wobec osób, które inwestują własne środki w zakup sprzętu dodatkowego np. staz taktycznych, nożyczek Leatherman, itp., osób, które posądza się o brak wiedzy i umiejętności, ze względu na nadmierny entuzjazm i chęć bycia przygotowanym na wiele scenariuszy, optymalizujacych swoją pracę. Turbo ratownika, w negatywnym tego określenia znaczeniu, poznasz po tym jak się zachowuje w pracy, a nie patrząc na wyposażenie jego kamizelki." Kacper.P

--------------------------------------------------------

"Turbol to ten typ człowieka który jest w stanie podświadomie przedłożyć dobro pacjenta, żeby pokazać umiejętności w celu karmienia ego. Komplikuje czynności, kombinuje niczym dr. Hause, w prostym przypadku opóźnia wyjazd lub stosuje niepotrzebnie masę leków dlatego, że umie i może. Takich dzielimy jeszcze na dwa rodzaje. Tych co po za ego mają wiedzę i takich którzy w zasadzie nic nie potrafią po za cytowaniem książek. Ten pierwszy jest mniej niebezpieczny bo w niektórych skrajnych sytuacjach jego wady można zamienić w zaletę. Np. Wypadek masowy. Ten drugi to najgorsza zmora ratownictwa, oczytany, mądry by się wydawało a w stresie, na wyjeździe niekomunikatywny kombinujacy i stawiający absurdalne rozpoznania. To dla mnie znaczy turbo ratownik. Lepiej być dobrym szarakiem, robić swoje, umieć dogadać się z pacjentem i zespołem niż być takim przemadrzalym dupkiem, który w kaszlu będzie szukał obrzęku płuc aby tylko móc się wykazać." Adrian.F

--------------------------------------------------------

"A jak dla mnie samej turbo to nie choinka wyobwieszana sprzętem, którego w dużej mierze albo się boi użyć albo nie użyje bo jest mu to zbędne. Człowiekowi temu brakuje przedewszystkim POKORY i nie potrafi pracować w ekipie! Turbo zależy od usposobienia. To taki typ, który wie najlepiej, "ty człowieku się odsuń bo nie zrobisz tego jak ja! Kto jak nie ja?! Jestem po prostu debeściak , oooo i nikt z was mi nie dorówna!". Turbo to taki właśnie gość, reszta pocziwych ratowniczek i ratowników to matoły, bo ciągle się uczą a on nie musi, gdyż cały rozum zjadł na turbo akcjach wyssanych z palca opowiedziaych znajomym przy piwie, bądź kawie. Sylwia.J

--------------------------------------------------------

"Turbo ratownik to ktoś,kto pomylił swoje "powołanie" i zamiast zrobić sobie studia lekarskie to zrobił 2 letnia szkole policealna po to aby za chwilę zrobic 3 letnie studia z licencjatem na kierunku ratownictwa a później magistra ze zdrowia publicznego.....  👍 Achas... Znam też takich,co i doktorat zrobili i na pieczatce mają piękne tytuły.... :-) Ale to i tak nie zmienia faktu że są Ratownikami Medycznymi, a nader często zachowują się i mądrują jak "doktory" 😂 A płaca takiego ratowika po studium dwu letnim, a takiego z tytułem magistra czy doktora różni się aż o 50 zl..... 👍 Bandzwolizm jak dla mnie i turbo medycy" Przemysław. S

--------------------------------------------------------

"Jeśli napchane ma szpeju, naszywke dont shoot paramedic, piętnaście staz zaczepionych na molle obok dwunastu opasek zaciskowych, a panikuje, gdy pacjent ma ciśnienie 90/50. Wtedy to turbol." Karol.W

--------------------------------------------------------

"Turbo Ratownik, to złośliwa nazwa człowieka, który wie więcej, chce więcej. Wykorzystuje nabytą w procesie kształcenia i w procesie samokształcenia wiedzę. Śledzi i nadąża za najnowszą wiedzą w dziedzinie RM. Nie ma problemu z wdrażaniem nabytej wiedzy, Jest dobry merytorycznie i praktycznie. Za którym nie nadąża cała złośliwa reszta kolegów, którzy cieszą się że maja pracę. Nazwa sama w sobie jest głupia i krzywdząca." Maciej. J

--------------------------------------------------------

"Turbo rat.- dla mnie i kolegow oznaczal ratownika pracujacego krotko w zawodzie ale podwazajacego wiedze i doswiadczenie innych wspolpracownikow oraz spotykanych lekarzy, pieleg. ratownikow. Jestem turbo wszystko wiem lepiej,mam zajebista wypchana kamizelke jestem jak batman😉gdy wjezdzam na sor to czerwony dywan powinien czekac" Aga.M

--------------------------------------------------------

"Turbotatownik - kupa sprzętu mało talentu za 12 zł na godzinę" Tomek.L

--------------------------------------------------------
"Turbo ten co ma dużo na sobie,ale mało w głowie "Łukasz.M

--------------------------------------------------------

"Kiedyś Turboratownik to była osoba świeżo po szkole posiadająca wiedzę teoretyczną jakąś tam. Przychodziła do pracy i nagle zderzala się z rzeczywistością (nie wypadki ,zawały itd ale sraczka ból brzucha kaszel oraz hit.. zle samopoczucie)Mimo to wydawało jej się że jest mistrzem w tym co robi ,wie wszystko i na wszystko zna odpowiedź. To był Turboratownik. Nie kamizelka sprzęt samoksztalcenie go robilo ,ale brak samokrytycyzmu i przekonanie o tym ,że po szkole z dyplomem w łapie jest się bogiem. Po kilku latach pracy większość takich osób "ochlonela" i jest dobrymi ratownikami znajacymi swoje dobre strony i swoje słabości oraz posiadającymi świadomość chyba najważniejsza w naszym zawodzie... świadomość tego że będziemy zaskakiwani aż do ostatnich dni naszej pracy. To tak w skrócie gdyż temat rzeka... pozdro Kuba." Janusz.F

--------------------------------------------------------

"Nie turbo to taki. Gdzieś dzwoni ale nie wiem za bardzo gdzie. EKG a po mi to znać nie jestem kardiologiem. Najnowsze wytyczne a po co kiedyś była MONA i było dobrze. A tak ogólnie to jakoś to będzie szybko szybko swiatło dźwięki i do szpitala. " Sebastian. D

--------------------------------------------------------

"Turbo to taki , który wchodząc jeszcze nie pytawszy co się stało już poucza ,że wezwanie bezpodstawne i daje tzw dobre rady, na zwracanie sie per panie doktorze udaje, że nie słyszy, podaje /wał/ leki spoza listy mówiąc, że on się nie boi prokuratora a na pytanie dlaczego podął ten lek to jako wskazanie odpowiedź bo d rXX tak robi, nie zapłaci pełnej kwoty za kurs z góry bo....nie wie czy go zda....., na zwrócenie w 4-y oczy uwagi że trochę nie ,,teges" - pani się do mnie dopierd.... poucza innych a sam nie rozróżnia Kalium od Calcium czy Codaronu od Corhydronu I oczywiście zawsze dojeżdża do pracy w pełnym umundurowaniu lub co najmniej rozwieszona kurtka na przednim siedzeniu.. Rozdziela pracę czyli dochtor i tak nic nie umie no ale ewentualnie może w SOR, piguły do mycia dup no i ja pan życia i śmierci..." Maja.B
--------------------------------------------------------

Czy teraz już jesteśmy w stanie podać ostateczne pojęcia TURBO RATOWNIKA ? które będzie uniwersalne do wszystkich opisanych pojęć przez użytkowników :) ? 

PAMIĘTAJCIE co złego to nie MY - DON'T SHOOT PARAMEDIC :)! 




niedziela, 21 stycznia 2018

Ratowniku ! czas zadbać o swoje bezpieczeństwo !

Wypadek komunikacyjny, zawał, udar - gdy zagrożone jest życie, liczy się przede wszystkim czas oraz szybka i sprawna pomoc medyczna. W wielu sytuacjach pierwszą osobą, która może nam pomóc w stanie bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia, jest ratownik medyczny. Powstał dedykowany pakiet ubezpieczeń Hestia Ratownikom których intencją jest zapewnienie najlepszej możliwej ochrony ubezpieczeniowej poprzez negocjowanie najkorzystniejszych warunków ubezpieczeń dostępnych na rynku. Rekomendowany przez Polską Radę Ratowników Medycznych autorski program ubezpieczenia w STU Ergo Hestia SA wychodzi naprzeciw oczekiwaniom ratowników. - Polecam serdecznie Jakub Nelle ! 

 

Odpowiedzialność cywilna ratowników i dyspozytorów medycznych.

W ramach ubezpieczenia ERGO Hestia gwarantuje ochronę ratowników i dyspozytorów medycznych w zakresie odpowiedzialności cywilnej za szkody osobowe lub szkody w mieniu wyrządzone pacjentowi w trakcie udzielania pomocy. Ochroną objęte są również szkody w powierzonym sprzęcie medycznym powstałe w związku z wykonywaniem czynności zawodowych. Ratownik jest również zabezpieczony na wypadek utraty, zniszczenia lub uszkodzenia mienia poszkodowanego. 

Ubezpieczenie obejmuje szeroką ochroną sytuacje takie jak np. roszczenia poszkodowanego związanego ze złamaniem mu żeber podczas prowadzenia akcji resuscytacji krążeniowo-oddechowej czy szkody w powierzonym przez jednostkę pogotowia  sprzęcie, np. karetce pogotowia czy sprzęcie medycznym.

Wychodząc naprzeciw potrzebom ratowników i dyspozytorów medycznych, program został rozszerzony o klauzulę naruszenia dóbr osobistych pacjenta. Klauzula ta chroni ratownika i dyspozytora medycznego w przypadku roszczenia poszkodowanego, np.: w sytuacji niedopuszczenia
do niego najbliższej rodziny lub kiedy w sytuacji stresowej ratownik urazi godność poszkodowanego czy w obecności osób trzecich wypowie się na temat stanu zdrowia pacjenta.

Program został rozszerzony również o klauzulę pomocy psychologicznej/psychiatrycznej dla ratowników i dyspozytorów medycznych. W ramach tej klauzuli ochroną objęte są koszty porad u psychologa lub psychiatry.

Praca ratownika medycznego jest wykonywana w dużym stresie i w bezpośrednim kontakcie z cierpiącymi poszkodowanymi. Ciągłe napięcie może powodować u ratownika zaburzenia zdrowotne w postaci depresji czy wypalenia zawodowego, które wymagają podjęcia natychmiastowego leczenia psychologicznego lub psychiatrycznego. Dzięki ubezpieczeniu ERGO Hestii koszty takiego leczenia zostaną pokryte przez ubezpieczyciela.

NNW ratownika i dyspozytora medycznego – Bezpieczna przyszłość

To kolejny element programu ochrony ubezpieczeniowej dla ratowników medycznych. Ubezpieczenie NNW zapewnia pomoc finansową w razie uszkodzenia ciała, rozstroju zdrowia lub śmierci. Ratownik samodzielnie określa zakres ubezpieczenia, świadczeń i wariant wypłaty odszkodowania.

Ubezpieczenie NNW gwarantuje następujące świadczenia podstawowe:

• w przypadku śmierci w wyniku nieszczęśliwego wypadku: 100% sumy ubezpieczenia,

• z tytułu trwałego uszczerbku na zdrowiu: 1% sumy ubezpieczenia za każdy 1% uszczerbku,

• jednorazowe świadczenie z tytułu trwałej utraty zdolności do wykonywania pracy: 100% sumy ubezpieczenia,

• zwrot kosztów: nabycia środków pomocniczych, protez i innych przedmiotów ortopedycznych, przeszkolenia zawodowego inwalidów, odbudowy stomatologicznej zębów.

•  Ubezpieczenie działa zarówno podczas wykonywania czynności zawodowych w pracy, w drodze do i z pracy jak również w życiu prywatnym.

• Ochrona 24 h na dobę w kraju i zagranicą.

Zakres świadczeń podstawowych można rozszerzyć o:

• ubezpieczenie na wypadek HIV i/lub WZW, (Warunkiem uzyskania świadczeń z Umowy ubezpieczenia jest niezwłoczne, nie później niż w ciągu trzech dni, wszczęcie po Niezamierzonym kontakcie z płynami ustrojowymi Procedury poekspozycyjnej oraz przestrzeganie przez Ubezpieczonego jej postanowień. Interpretacja STU Ergo Hestia SA: W przypadku gdy podczas badania okresowego okaże się, że ratownik został zakażony, a nie miał wiedzy kiedy do zakażenia mogło dojść, a poprzednie badania wskazywały brak zakażenia – ochrona ubezpieczeniowa istnieje bez względu na moment powstania zakażenia.)

• ubezpieczenie na wypadek całkowitej okresowej niezdolności do wykonywania zawodu ratownika medycznego. (Program przeznaczony dla osób na tzw. „kontraktach”. Zasiłek wypłacany zarówno w następstwie nieszczęśliwego wypadku jak również po chorobie. Ubezpieczenie z przeznaczeniem dla osób, które posiadają aktualne kwalifikacje ratownika medycznego obejmujące czynności zawodowe, przez które rozumie się wykonywanie określonego w przepisach prawa zawodu lub funkcji ratownika, czynności lub działań ratowniczych oraz uzyskuje w Polsce regularne przychody z tego tytułu (stały przychód przy założeniu, że przerwa trwa nie dłużej niż 3 miesiące).

• naruszenie nietykalności cielesnej ratownika (W przypadku naruszenia nietykalności cielesnej na ratowniku/dyspozytorze medycznych ciąży obowiązek: a. niezwłocznego powiadomienia Policji o zaistniałym zdarzeniu, b. dostarczenia Ubezpieczycielowi pisemnego poświadczenia Policji o fakcie zgłoszenia zdarzenia. c. poddania się obdukcji lekarskiej po zdarzenia potwierdzającej skutki napaści oraz przedstawienia jej wyników. )

Ubezpieczenie ochrony prawnej

W zawodzie ratownika i dyspozytora medycznego zdarzają się sytuacje, w których niezbędna jest pomoc prawnika. Ubezpieczenie ERGO Hestii przewiduje taką ewentualność i w zależności od wariantu oferuje świadczenia w razie:

• potrzeby uzyskania informacji prawnej,

• dochodzenia lub obrony przed roszczeniem odszkodowawczym z tytułu wyrządzonej szkody powstałej w związku z wykonywaniem czynności zawodowych w zakresie odpowiedzialności deliktowej oraz odpowiedzialności kontraktowej,

• obrony przed sądem i udziału jako oskarżyciel prywatny lub oskarżyciel posiłkowy w postępowaniach karnych lub w sprawach o wykroczenie, z tytułu naruszenia lub podejrzenia o naruszenie przepisów dotyczących przestępstw związanych z wykonywaniem czynności zawodowych,

• umów związanych z pojazdem mechanicznym wykorzystywanym w celu wykonywania czynności zawodowych

Ochrona prawna w ramach ubezpieczenia ERGO Hestii jest rozszerzona również o życie prywatne ratownika. Ten innowacyjny dodatek zapewnia pomoc prawną ubezpieczonemu, nawet gdy nie jest ona związana z wykonywaniem czynności zawodowych.

Ratowniku/Dyspozytorze to nie wszystko zapoznaj się z naszą szczegółową ofertą już teraz ! 

W celu zawarcia umowy ubezpieczenia należy wypełnić wniosek ubezpieczeniowy przedstawiony w linku powyżej uzupełniając wszystkie wymagane pola. Należy zaakceptować wszystkie oświadczenia zawarte w wniosku, a następnie zatwierdzić przyciskiem "zapisz wniosek". Pojawi się kolejne okno "Wniosek został zapisany". Następny krok, to przejście do pozycji "Pobierz polisę". Uwaga: Każda polisa posiada indywidualny kod kreskowy, a także indywidualny numer konta, na który należy dokonać opłaty za polisę w terminie 14 dni.

Polisę zawieramy przez Internet – nie ma możliwości zakupienia jej w oddziale stacjonarnym.

Jeżeli Państwo mają pytania dotyczące ubezpieczeń prosimy o kontakt:

Krzysztof Michna
PWS Konstanta S.A.
Tel. 33/ 815 70 52, kom. 662 246 207
Pn. – pt.  w godzinach 8:00-16:00

e-mail: k.michna@pwskonstanta.pl

Julita Warszawska
PWS Konstanta SA
Tel. 52/376 04 40; 41  kom. 660 735 940
Pn. – pt.  w godzinach 8:00-16:00


Szkody należy zgłaszać niezwłocznie nie później niż w ciągu 5 dni od powstania wypadku na Infolinię !


Numery infolinii: 801 107 107 lub 58 555 5 555,  www.ergohestia.pl

środa, 17 stycznia 2018

RETTUNGSDIENST – czyli wszystko o Ratownictwie Medycznym w Niemczech.

RETTUNGSDIENST – Ratownictwo medyczne w Niemczech

Dbając o ścisłość informacji długo zajęło mi napisanie tego tekstu i mam nadzieję, że was zainteresuje. Na pewno zaciekawi to osoby, które rozważają wyjazd do Niemiec i chciałyby podjąć tutaj pracę w pogotowiu. Od razu mogę powiedzieć, że to nie jest takie łatwe ponieważ w Niemczech większość zawodów i tzw. „papierków“ nie jest uznawana, lub trzeba ukończyć dodatkowe szkolenia i zdać niemieckie egzaminy, żeby dostać pozwolenie na wykonywanie danego zawodu. Do tego dochodzi dobra, a w przypadku ratownictwa najlepiej płynna znajomość języka niemieckiego. Poza tym w każdym z 16 „Landów“ jest trochę inaczej. Różnice widać także w ratownictwie.
Starałem się jak najbardziej szczegółowo opisać jak działa ratownictwo medyczne w Niemczech. Skupiłem się tylko na największych i najważniejszych częściach systemu.

Nie porównuję tutaj polskiego i niemieckiego ratownictwa medycznego, bo poprostu o PRM wiem niewiele, jednakże mam wrażenie, że polscy RM są lepiej wykształceni i są w lepszej sytuacji prawnej. Od dłuższego czasu jestem członkiem grupy na FB „Ratownictwo Medyczne - łączy nas wspólna pasja“, informuję się z innych źródeł na temat ratownictwa w Polsce i na świecie i widzę różnice, które nie dają mi spokoju. 

Właśnie dlatego też napisałem ten tekst; żeby trochę dać upust mojej frustracji :) Mimo to starałem się być obiektywny i neutralny. Sami porównajcie i oceńcie. Cieszyłbym się na wasz feedback i chętnie odpowiem na wasze pytania!



STOPNIE I WYKSZTAŁCENIE

Stopnie w szeroko pojętym ratownictwie medycznym w Niemczech:

Sanitätshelfer (SH)

Szkolenie trwa od 24 do 48 godzin i kończy się egzaminem pisemnym (ok. 30 pytań) oraz praktycznym: podstawowa reanimacja. SH powinien potrafić reanimować, założyć opatrunek uciskowy, użyć AED… Osoby takie biorą na przykład udział w zabezpieczaniach imprez masowych. W niektórych Landach mogą pracować jako kierowcy karetek transportowych (KTW).

Rettungshelfer (RH)

Szkolenie trwa zazwyczaj 3 tygodnie i kończy się egzaminem pisemnym, praktycznym (1 zadanie; np.: zdjęcie kasku nieprzytomnego motocyklisty, opatrunek uciskowy, lub unieruchomienie złamania kończyny, zmierzenie ciśnienia tętniczego itp.) i ustnym (2 tematy. Przykład: anatomia dróg oddechowych, patofizjologia zawału serca). Osoby z tą kwalifikacją mogą pracować jako kierowcy karetek transportowych (KTW). W kilku Landach wydłuża się szkolenie o kilka godzin i dołącza do tego praktykę w karetce ratunkowej. Wtedy taka osoba może też pracować jako kierowca karetki ratunkowej (RTW).

Po ukończeniu 160 h praktyk w karetce ratunkowej (RTW) i 160 h praktyk w SORze, intensywnej terapii lub oddziale anestezjologii, oraz tygodniowym kursie powtórkowym RH może podejść do kolejnego egzaminu składającego się z części pisemnej, ustnej (4 tematy) i praktycznej (2 przypadki). Po pozytywnym ukończeniu otrzymuje świadectwo Rettungssanitäter (RS)

Osoby takie pracują jako sanitariusze w karetkach transportowych (KTW) lub karetkach ratunkowych jako kierowcy (RTW). Poprzednie stopnie nie są szczegółowo regulowane prawnie, natomiast kwalifikacja Rettunssanitäter opiera się o „Grundsätze zur Ausbildung des Personals im Rettungsdienst“ [Zasady kształcenia personelu w ratownictwie medycznym] z 20. kwietnia 1977 r. Szkoleniem wszystkich „stopni“ zajmują się organizacje humanitarne oraz prywatne firmy szkoleniowe.

Do końca 2014 roku można było ukończyć prywatną szkołę zawodową i zostać:

Rettungsassistent (RA)

Kształcenie opierało się na ośmiostronicowej ustawie „Rettungsassistentengesetz“ z 10.07.1989 r. Jeżeli ktoś zaczynał od zera potrzebował dwóch lat. Jeżeli ktoś wcześniej zdobył kwalifikację RS mógł zostać RA w 1,5 roku. Poprostu skracał się czas części teoretycznej. Pierwszy rok (1200 godzin) teorii w szkole (podobnie jak w poprzednich przypadkach szkoły prywatne, lub prowadzone przez organizacje humanitarne). Pierwszy rok kończył egzamin państwowy składający się z częsci praktycznej, pisemnej i ustnej. Gremium egzaminacyjne składało się zazwyczaj z lekarza, i dwóch lub trzech doświadczonych RA, oraz kogoś z ministerstwa (nie wiem czy zawsze). Cena całego roku szkoły to ok. 1500-2500 €. Tak, koszty trzeba było pokryć z własnej kieszeni.

Drugi rok to 1600 godzin praktyk w karetce ratunkowej. (Miesięczne wynagrodzenie ~ 800 €.)
Po ukończeniu tego roku stażu dostawało się od danej organizaji potwierdzenie i wysyłało podanie do ministerstwa o wydanie dyplomu upoważniającego do wykonywania zawodu Rettungsassistent.
Do niedawna był to najwyższy stopien wtajemniczenia w pogotowiu.

Ciekawostka: Sanitariusze którzy np. w latach 80ych lub wcześniej skończyli kursy pierwszej pomocy i pracowali w ówczesnym ratownictwie (karetki często były obsadzone tylko jedną osobą i miały z tyłu auta nad pacjentem zamontowane lustro tak żeby podczas transportu sanitariusz mógł widzieć pacjenta) po uchwaleniu nowej ustawy automatycznie otrzymali tytuł i prawo do wykonywania zawodu Rettungsassistent...

Na szczęście nie stało się tak 1. stycznia 2014 roku kiedy wcześniej wspomniana ustawa „Rettungsassistentengesetz“ została zniesiona przez „Notfallsanitätergesetz“. Żeby zostać Notfallsanitäter (NFS) potrzeba trzech lat. RA z doświadczeniem zawodowym może podejść do egzaminu uzupełniającego. W zależności jak długie ma doświadczenie musi ukończyć jeszcze dodatkowe szkolenie. Do 2021 r. wszystkie karetki ratunktowe (RTW) mają być obsadzone przynajmniej jednym NFS. Raczej się to nie uda w tym terminie…

Jeżeli chodzi o najnowszą ustawę o ratownikach medycznych i związane z tym wykształcenie nie jestem na bierząco ponieważ od powstania ustawy bardzo wiele się zmieniało. Ponoć jeszcze do końca nie pogodzono się z tym kto ma za to zapłacić, czego NFS mają się uczyć i czy po tym jak skończą szkołę będą mogli wykonywać czynności, których się uczyli. Wszystko jest na razie dopracowywane. Jeżeli chodzi o inne przepisy związane z czynnościami ratownika medycznego też na razie nic się nie zmieniło. Izba lekarzy (Bundesärztekammer) jest bardzo krytycznie nastawiona do ratowników medycznych i stara się ich jak najbardziej ograniczać…

POJAZDY

KTW – Krankentransportwagen - karetka transportowa, czasem wysyłana także do nagłych wypadków. Zespół dwuosobowy. Minimum jeden Rettungssanitäter (RS).

RTW – Rettungswagen – podstawowa karetka ratunkowa. Minimum jeden RA. Zespół dwuosobowy.

Jeszcze istnieje wynalazek między KTW i RTW zwany KTW-B, ale bardzo mało tego jeździ. Wszystkie pojazdy są określone normami DIN-Norm - taka niemiecka wersja norm ISO.

NEF – Notarzteinsatzfahrzeug - często Audi Q5 lub podobny samochód osobowy ze sprzętem. Lekarz i kierowca. System „randes-vous“. Lekarz zostaje wysłany razem z zespołem RTW, albo dosłany jeżeli zespół uzna to za konieczne. W zależności od miasta, na jednego lekarza (NEF) przypada od 2 do 4 karetek ratunktowych (RTW).


NAW – Notarztwagen - podobnie jak polska S'ka. Lekarz, RA i RS. Bardzo mała ilość. Wyglądem nie różni się od normalnej karetki (RTW).

ITW – Intensivtransportwagen - intensywna terapia na kołach, używane do transportu międzyszpitalnego. Zazwyczaj lekarz z danego oddziału na pokładzie. Istnieją też ITW wielkości RTW.
Adipöstransport – karetka dla bardzo otyłych pacjentów. Szersze nosze itd. Zespół dwuosobowy podobny jak w RTW. Może wyglądać jak zwykła karetka albo tak jak na zdjęciu:

HvO – Helfer vor Ort – wolontariusze na obszarach wiejskich z przynajmniej podstawową wiedzą o pierwszej pomocy. Zazwyczaj dojeżdżają prywatnym pojazdem. Mają do dyspozycji plecak ratunkowy i AED. Wysyłani jako first responder.

RTH czyli helikoptery ratunkowe i ITH czyli latające intensywne terapie. Łącznie wszystkich stacji pogotowia lotniczego jest w Niemczech 71, a 21 śmigłowców jest dostępnych także w nocy. Organizacje odpowiedzialne za pogotowie lotnicze: ADAC (36), DRF (31), SAR (Bundeswera) (2),
Ministerstwo spraw wewnętrznych (12).

Karetek Neonatologicznych jest w całych Niemczech miedzy 5 a 15. Brak wiarygodnych danych i wszystko zależy też od definicji. Karetki takie to projekty prywatnych firm lub szpitali finansowane z darowizn.

Jest jeszcze wiele innych wynalazków. Niektóre to tylko pojedyńcze pojazdy, dlatego nie będę o tym pisał. Zdjęcia można pooglądać sobie na https://bos-fahrzeuge.info Między innymi istnieją także: ochotnicze ratownictwo wodne (DLRG), ratownictwo górskie (Bergwacht) organizowane przez DRK, oraz Federalna Agencja Pomocy Technicznej (THW), która jest finansowana i nadzorowana przez państwo i ministerstwo spraw wewnętrznych podobnie jak organy zarządzania kryzysowego, które podlegają Bundesamt für Bevölkerungsschutz und Katastrophenhilfe (Federal Office of Civil Protection and Disaster Assistance).

STRUKTURA

Ratownictwo medyczne (Rettungsdienst) w Niemczech regulowane jest federalnie, czyli każdy „Land“ ustanawia własne prawa. Odpowiedzialne za organizowanie, czyli np. ilość i rozmieszczenie karetek odpowiedzialne są gminy.

Organizacje humanitarne takie jak DRK, ASB, Johanniter i Malteser stanowią monopol w ratownictwie medycznym. Współpracują z gminami na zasadzie Public Privat Partnership, lub otrzymują koncesję na usługi. To znaczy, że nie są finansowane z budżetu państwa. Pieniądze za usługi dostają bezpośrednio od danej gminy (żadziej), lub od publicznych i prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych (kas chorych). Usługi te, a raczej usługa, to transport. Wyjazd bez transpotu pacjenta to wyjazd darmowy.
Oprócz tego w wielu Landach (Nie udało mi się sprawdzić czy we wszystkich. Na pewno Badenia Wirtembergia i Nadrenia Północna Westfalia) prawo o ratownictwie medycznym (Rettungsdienstgesetz) nakłada obowiązek transportu.

W skrócie oznacza to, że każda karetka musi transportować każdego pacjenta gdy on sobie tego życzy, do najbliższego odpowiedniego szpitala, lub dokąd sobie pacjent zażyczy ponieważ każdy ma prawnie zapewnioną swobodę wyboru lekarza. Nawet jeżeli zespół nie stwierdzi zagrożenia życia, lub zdrowia i potrzeby transportu, musi przetransportować pacjenta jeżeli on tego chce. Naturalnie rzeczywistość wygląda trochę inaczej. Pacjentów, którym szpital nie jest potrzebny, tłumaczy się żeby poszli za kilka godzin do lekarza rodzinnego, albo zostawia im się adres do nastepnej apteki z dyżurem.

Ratownicy robią to na własną odpowiedzialność; dlatego niektórzy wolą zawieźć pacjenta do szpitala i mieć problem z głowy. Po co brać na siebie ryzyko? („Jakie ryzyko!?“ zapyta pewnie polski RM. Za chwilę wytłumaczę.) Spotkałem się kilka razy z tym, że pacjent prosi, żeby zostawić mu oświadczenie na piśmie, że jak zostanie w domu to nic mu się nie stanie…

W takim przypadku dalsza dyskusja z takim pacjentem-prawnkiem-amatorem nie ma większego sensu i nikt nie weźmie na siebie odpowiedzialności pozostawienia go w domu, a tymbardziej zostawiając mu jakiś papier. Wtedy wiezie się go do szpitala dla świętego spokoju i oddania odpowiedzialności w inne ręce. Posiedzi 4 godziny na korytarzu SORu to może się czegoś nauczy.

Zostawienie pacjenta w domu nawet jeżeli nic mu się nie stanie może wiązać się z poważnymi konsekwencjami. Np. § 221 StGB (odmowa pomocy, porzucenie): kara pozbawienia wolności
od 3 miesięcy do 5 lat.

O sytuacji prawnej opowiem później; teraz z powrotem do struktury:

Istnieje jeszcze całkiem prywatne ratownictwo medyczne. Firmy te rozliczają się bezpośrednio z kasami chorych i są same za siebie odpowiedzialne. Jednakże wcześniej wymienione organizacje starają się nie dopuścić firm prywatnych do szeroko pojętego ratownictwa medycznego.

Ciekawostka: Liczba publicznych ubezpieczeń zdrowotnych w Niemczech to 113.
Liczba ta maleje co roku poprzez fuzje. W roku 2000 istniało 420 kas, w 2010 roku 169.

Jeżeli chodzi o zatrudnienie to w ostatnich latach dał się odczuć deficyt personalny. Z jednej strony nie ma dużego przyrostu ponieważ nie kształci się już Rettungsassistent'ów, z drugiej strony wiele osób wycofuje się z tego niewdzięcznego zawodu. Przez ostatnie kilkanaście lat bagatelizowano pewien problem.

Ludzie zaczynali pracę w ratownictwie żeby zrobić coś sensownego w oczekiwaniu na studia. Kończyli szkołę, jeździli rok, może dwa jako RA, i szli studiować medycynę. Z mojej 20-osobowej klasy w pogotowiu zostało 6 osób. Reszta robi całkiem coś innego  lub studiuje. Pracodawcy szeroko się ogłaszają obiecując coraz lepsze warunki pracy. A najlepsze warunki są mniej więcej takie: umowa stała, półroczny okres próbny, wynagrodzenie według taryfikatora. Czas pracy: 40h – 45h tygodniowo.

Najmniej zarobi singiel bez doświadczenia zawodowego jako Rettungssanitäter: ~1400€ na rękę; najwięcej otrzyma Rettungsassistent z 6-letnim doświadczeniem lub dłużej i najlepszą klasą podatkową: ~2100€ netto. Ten sam jako singiel zarobiłby ~1800€. Wystarczy, żeby przeżyć, ale kokosy to też nie są. Dyżury trwają zazwyczaj 12 godzin. Znam jedną bazę gdzie dyżur trwa 16 h, od 7:00 do 23:00.

Można śmiało powiedzieć, że bardzo duża część systemu pogotowia w Niemczech bazuje na wolontariacie. Najbardziej firma DRK. Karetki ratunkowe obsadzone są najczęściej jednym RA i jednym RS. Często jeden z nich to wolontariusz, który na codzień zajmuje się czymś całkiem innym, ale z chęci przeżycia dreszczyku emocji, pojeżdżenia sobie na sygnałach, albo poprostu z lenistwa i z nadzieją przesiedzenia całego dnia w bazie, bierze od czasu do czasu 12 godzinną zmianę, za którą dostaje symboliczne 30-40€ wolne od podatku. Do 2011 r. istniała jeszcze obowiązkowa służba wojskowa, którą można było zamienić na służbę zastępczą między innymi w pogotowiu. Organizacje humanitarne zajmujące się ratownictwem z otwartymi rękami przyjmowały taką tanią siłę roboczą.

Pamiętam mój pierwszy dzień, jako świeżak po szkole, w bazie w małym miasteczku na której jeszcze nigdy nie jeździłem i w ogóle nie znałem okolicy. Zaraz chciałem się dowiedzieć z kim jeżdżę, bo już trząsłem portkami. Pojawiła się koleżanka wolontariuszka. Powiedziała, że na codzień pracuje w urzędzie skarbowym, a karetką jeździ od czasu do czasu i jest tylko RS. Zapytałem ją jak często jeździ; powiedziała, że w ostatnim roku jakieś 10 dyżurów.

Na szczęście nie mieliśmy jakichś poważnych przypadków, ale nie było łatwo pracować nie wiedząc który szpital jest najbliżej i czy przyjmą takiego a takiego pacjenta. A ze strony pani ze skarbówki nie mogłem oczekiwać większego wsparcia, bo też nie znała okolicy.

Na pytanie „Co ty o tym myślisz?“ podnosiła ręce i odpowiadała „Ty jesteś RA i to twoja odpowiedzialność, ja ci się nie mieszam“. Nawet zmierzenie ciśnienia ją przerastało: „180 na 100, ale lepiej sam zmierz, żeby nie było na mnie.“

Podobne sytuacje się powtarzały dlatego poprosiłem szefa, żeby nie dawał mi takich ludzi do karetki. Skończyło się rozmową dyscyplinarną ze mną ponieważ nie akceptowałem polityki firmy (czyli wykorzystywania taniej siły roboczej). Po pół roku zmieniłem pracodawcę.

Bardzo popularne są też „prace socjalne“; Bundesfreiwilligendienst, albo Freiwilliges Soziales Jahr. Czyli dzieciaki, które właśnie osiągnęły pełnoletność, zrobiły prawo jazdy i po ukończeniu edukacji obowiązkowej nie wiedzą co ze sobą zrobić i chcą rok popracować za półdarmo. Też dałem się na początku na to namówić :) Ci młodzi ludzie pracują w szpitalach pchając łóżka w te i we wte, przewożą pacjentów na badania i takie tam. Niektórzy odbębniają swój rok socjalny w domach starców. Inni trafiają do karetek. Kończą miesięczny kurs, dostają kwalifikację RH i jeżdzą KTW (transportówka) za 400€ miesięcznie w pełnym wymiarze godzin. Ci bardziej ambitni robią dodatkowe praktyki i zostają RS, też jeżdzą KTW, a jak mają szczęście to nawet RTW. Otrzymują też ok. 400€ jako „zwrot kosztów własnych“.

Ciekawostka: Wygląd. Nie ma jednolitego uniformu dla ratowników. Ubiór i pojazdy każdej organizacji wyglądają trochę inaczej. Czerwony krzyż nosi spodnie i kurtki czerwone, pomarańczowe lub czerwono-żółte, oraz białe lub granatowe polówki, w wyglądzię pracowników ASB przeważa kolor żółty, spodnie mogą być czerwone, lub ciemnogranatowe; Malteser są zazwyczaj czerwono-czarni; są też firmy które ubierają pracowników w kolory niebieski, czarny, biały…

SYTUACJA PRAWNA

Wymienię w kilku punktach sprawy, które najbardziej mnie bolą i sprawiają, że ratownicy w Niemczech są sfrustrowani i zastraszeni, a cały system kuleje. Niestety w Niemczech ludzie przyzwyczaili się do takiego stanu rzeczy i nie próbują nic zmienić. „Starzy ratownicy“ nawet nie chcieliby, żeby coś się zmieniło. Nie chce im się uczyć nowych rzeczy i są zadowoleni z tego, że nie spoczywa na nich zbyt wielka odpowiedzialność.

Tak jak już wcześniej wspomniałem pogotowie jest zobligowane do transportowania pacjentów. Można zostawić pacjenta w domu, ale jeżeli coś mu się stanie można mieć nieprzyjemności.

Są też inne przepisy, które nakazują udzielenia pomocy osobom, które jej potrzebują w nagłym wypadku, w najlepszy możliwy sposób. Wszystko zależy od interpretacji.

Ratownik medyczny w Niemczech nie jest uważany za funkcjonariusza publicznego. Osoby pracujące w ratownictwie medycznym są „osobami zatrudnionymi w podmiocie prawa publicznego“ (tłumaczenie oddające sens - Angestellter im öffentlichem Dienst) i teoretycznie można by było na tej podstawie uznać go za funkcjonariusza publicznego (Beamter), ale praktyka wygląda inaczej: ratownicy w Niemczech to zwykłe robole. Tymbardziej jeżeli zatrudnieni są w firmach prywatnych. Natomiast jeżeli pracodawcą jest Ministerstwo Sprawiedliwości (Justiz) i ratownik pracuje np. w więzieniu, albo Zawodowa Straż Pożarna (Berufsfeuerwehr) to wtedy taka osoba ma status urzędnika/funkcjonariusza publicznego.

Izba lekarzy (Bundesärztekammer), która notabene nie jest w żadnym wypadku władzą ustawodawczą ani sądowniczą, a tylko związkiem zawodowym, ma najwięcej do powiedzenia. Kolejna grupa decydentów to DIVI (Niemieckie interdyscyplinarne towarzystwo medycyny intensywnej i ratunkowej) - naukowcy zajmujący się między innymi medycyną ratunkową.
W 1992 r. (ostatnio aktualizowane w 2004 r.) Izba lekarzy wydała zalecenia dla ratowników medycznych w związku z czynnościami ZAREZERWOWANYMI TYLKO DLA LEKARZY.

Jakie to są czynności i kiedy może je zastosować ratownik medyczny? Najpierw wytłumaczę gdzie leży problem. §1 HPG [prawo o trudnieniu się medycyną przez nie-lekarzy] z 1939 r. (!) mówi o tym, że kto chce diagnozować, leczyć, łagodzić choroby itp. nie będąc lekarzem potrzebuje na to zezwolenia. Bezpośrednio dotyczy to naturopatów. Decydujący jest jednak paragraf 5. który grozi tym, że kto w celach zarobkowych zajmuje się leczeniem (dosłownie „trudni się medycyną“) nie będąc lekarzem, ani nie mając pozwolenia może trafić nawet na rok do więzienia. Ratownik nie jest ani lekarzem, ani nie ma pozwolenia na leczenie.

Według prawników zastosowanie tego przepisu przed sądem jest raczej wątpliwe, ponieważ ma ono chronić obywateli przed szarlatanami, a nie przed wykwalifikowanymi osobami i to jeszcze takimi, które są zobowiązane do pomagania chorym. Jednak nie raz powoływano się przed sądem na to prawo żeby 'udupić' ratownika.

Prawo o środkach odurzających (Betäubungsmittelgesetz) nie pozostawia już żadnych wątpliwości. Jedynie lekarze, lekarze dentyści i weterynarze mogą stosować substancje wypisane w tym prawie. Jest ich bardzo dużo. Wymienię tylko kilka dobrze znanych: Alprazolam, Barbital, Clonazepam, Diazepam, Fentanyl, Lorazepam, Midazolam, Morfina, Piritramid, Sufentanil, Tilidin.
Niektóre z tych leków znajduje się w karetkach, ale ratownikom nie wolno ich tak poprostu używać.

Przykład: zespół podstawowy (RTW), na pokładzie Rettungsassistent i Rettungssanitäter, zostaje wezwany do nieprzytomnej osoby leżącej na ulicy. Na miejscu zastają mężczyznę, w wieku ok. 35 lat, w stanie padaczkowym. Osoba która wezwała pogotowie mówi, że drgawki trwają już od ok. 10 min. Zespół pyta dyspozytora czy jest dostepny lekarz (NEF). Lekarz może dojechać na miejsce za około 15 minut. Co teraz?! W tym miejscu wróćmy znowu do zaleceń Izby Lekarzy. Według tych zaleceń zarezerwowane tylko dla lekarzy ale w WYJĄTKOWYCH OKOLICZNOŚCIACH dopuszczalne także dla ratowników medycznych są następujące czynności: defibrylacja półautomatyczna, intubacja dotchawiczna bez leków zwiotczających, zakładanie wenflonu, stosowanie krystaloidów, oraz stosowanie leków w wymienionych przypadkach:

Adrenalina – NZK, anafilaksja
Beta2-mimetyki w sprayu – obstrukcyjne stany oddechowe
Nitrogliceryna – ACS / AP
Benzodiazepiny doodbytniczo – stany padaczkowe
Glukoza 40% - Hipoglikemia
Nieopioidowe leki przeciwbólowe – silne bóle

To oznacza, że ratownikom tak na prawdę nie wolno wykonywać tych czynności, ale jeżeli zaistnieje sytacja wyjątkowa to izba lekarzy pozwala na niektóre z nich.

Ratownik musi wtedy powołać się na §34 StGB – Rechtfertigender Notstand – czyli właśnie sytuacja wyjątkowa / okoliczność łagodząca. Chodzi o to, że na przykład nikt nie będzie żądał odszkodowania za wybitą szybę jeżeli wybicie jej było konieczne do dostania się do mieszkania żeby uratować czyjeś życie lub zdrowie. To przykład sytuacji wyjątkowej. Oczywiście musi zareagować adekwatnie i proporcjonalnie do sytuacji podejmując jak najmniejinwazyjne kroki. To znaczy, że na przykład rurka krtaniowa ma pierwszeństwo przed dotchawiczną, a podanie doustne glukozy przed dożylnym.

Ostatecznie o zakresie dopuszczalnych czynności decyduje lekarz odpowiedzialny za dany Land (Ärztlicher Leiter Rettungsdienst), ale w oparciu o zalecenia Izby Lekarzy; czyli może np. pozwolić na stosowanie midazolamu dożylnie w przypadku stanu padaczkowego. Wszystko oczywiście tylko i wyłącznie w sytuacjach wyjątkowych, czyli jeżeli lekarz jest niedostępny lub nie dojedzie na czas!

Gdyby w opisanym wcześniej przypadku lekarz w ogóle nie był dostępny, ratownik może się powołać na §34 StGB i działać na własną rękę. W tym przypadku zaaplikować doodbytniczo tubkę diazepamu. Jeżeli lekarz jest w drodze i będzie za minutę pozostaje mu na niego czekać, a w tym czasie ewentualnie przygotować (nie zakładać) wenflon i leki. Może też przykryć pacjenta kocem i podłożyć mu coś pod głowę. A co jeżeli lekarz ma być za 5 minut? Na pewno za tyle dojedzie? Czekać czy działać? Przed takim dylematem stajemy bardzo często. Na szczęście większość lekarzy systemu przymyka oko na samodzielne działania. Niemieckie przysłowie mówi: nie ma sędziego bez oskarżyciela.

Na koniec perełka: międzynarodowy znak Star of Life, czyli Gwiazda Życia została w Niemczech wykupiona i zastrzeżona jako znak towarowy przez „Bundesverband eigenständiger Rettungsdienste und Katastrophenschutz“ (BKS), związek prywatnego ratownictwa medycznego, w którym zrzeszone są firmy prywatne zajmujące się ratownictwem i transportem medycznym, o którym z oficjalnej strony internetowej można dowiedzieć, że używanie znaku Star of Life jest zabronione bo to ich logo i są konsekwentni jeżeli chodzi o ściganie osób które się tym logo posługują nie będąc w ich klubie :)
https://www.bks-rettungsdienst.de/leistungen/bks-stern/

Podsumowanie:

Ratownicy medyczni w Niemczech ciągle poruszają się w szarej strefie. Wykonują czynności, których prawo zabrania mając nadzieję, że nic nie pójdzie źle i nikt ich nie oskarży. Wykształcenie pozostawia wiele do życzenia.

Lekarze na szczycie ratowniczej drabiny najchętniej zabroniliby dotykać pacjentów. Społeczeństwo nie ma w ogóle pojęcia kim jesteśmy, co potrafimy, a co możemy lub nie możemy zrobić. Niektórzy na widok samych ratowników żądają przyjazdu lekarza i nie chcą z ratownikami nawet rozmawiać, inni dziwią się, że muszą czekać ze złamaną nogą na lekarza żeby ulżył im w bólu, a ratownicy stoją obok nic nie robią, tłumacząc się, że nie wolno im podawać leków.

Duża część społeczeństwa dalej uważa, że tak jak przed 2011r. karetkami jeżdżą niewykształcone osoby pełniącę służbę zastępczą, którzy tylko transportują ludzi do szpitala, nazywając nas lekceważąco „Zivi“. Przez ostatnie lata zrobiono bardzo małe kroczki w kierunku usprawnienia ratownictwa medycznego. Między innymi wprowadzenie nowego zawodu, który moim zdaniem też nie jest jeszcze całkiem dopracowany. Niestety Niemcy nie lubią zmian. Jeżeli czegoś nie znają bo jest nowe to tego nie stosują. Społeczeństwo jest ślepe i ma to gdzieś, a politycy tylko liczą pieniądze i dopóki wszystko jako tako działa i nie sprawia większych problemów to nikogo nie interesuje Rettungsdienst…

O mnie:

Mam 28 lat. Od 2006 mieszkam w Niemczech. Wyjechałem wkrótce po ukończeniu gimnazjum i resztę wykształcenia odebrałem za granicą. W 2011 postanowiłem zostać ratownikiem medycznym. Najpierw ukończyłem za jednym zamachem kursy: Sanitätshelfer, Rettungshelfer i Rettungssanitäter, po czym zaliczyłem rok socjalny jeżdżąc KTW. W kwietniu 2013 ukończyłem prywatną szkołę zawodową w Karlsruhe, a po roku stażu w firmie ASB w grudniu 2014 otrzymałem dyplom uprawniający do wykonywania zawodu Rettungsassistent. Na początku ubiegłego roku przeprowadziłem się i znalazłem pracę w prywatnym ratownictwie medycznym. Niestety panowały tam skandaliczne warunki i w listopadzie zmieniłem pracodawcę. Teraz pracuję fifty-fifty w zespołach KTW i RTW.

Jeżeli chcielibyście wyrazić swoją opinię lub macie pytania zapraszam do kontaktu mailowego:
m.j.ignaczak@googlemail.com