środa, 17 stycznia 2018

RETTUNGSDIENST – czyli wszystko o Ratownictwie Medycznym w Niemczech.

RETTUNGSDIENST – Ratownictwo medyczne w Niemczech

Dbając o ścisłość informacji długo zajęło mi napisanie tego tekstu i mam nadzieję, że was zainteresuje. Na pewno zaciekawi to osoby, które rozważają wyjazd do Niemiec i chciałyby podjąć tutaj pracę w pogotowiu. Od razu mogę powiedzieć, że to nie jest takie łatwe ponieważ w Niemczech większość zawodów i tzw. „papierków“ nie jest uznawana, lub trzeba ukończyć dodatkowe szkolenia i zdać niemieckie egzaminy, żeby dostać pozwolenie na wykonywanie danego zawodu. Do tego dochodzi dobra, a w przypadku ratownictwa najlepiej płynna znajomość języka niemieckiego. Poza tym w każdym z 16 „Landów“ jest trochę inaczej. Różnice widać także w ratownictwie.
Starałem się jak najbardziej szczegółowo opisać jak działa ratownictwo medyczne w Niemczech. Skupiłem się tylko na największych i najważniejszych częściach systemu.

Nie porównuję tutaj polskiego i niemieckiego ratownictwa medycznego, bo poprostu o PRM wiem niewiele, jednakże mam wrażenie, że polscy RM są lepiej wykształceni i są w lepszej sytuacji prawnej. Od dłuższego czasu jestem członkiem grupy na FB „Ratownictwo Medyczne - łączy nas wspólna pasja“, informuję się z innych źródeł na temat ratownictwa w Polsce i na świecie i widzę różnice, które nie dają mi spokoju. 

Właśnie dlatego też napisałem ten tekst; żeby trochę dać upust mojej frustracji :) Mimo to starałem się być obiektywny i neutralny. Sami porównajcie i oceńcie. Cieszyłbym się na wasz feedback i chętnie odpowiem na wasze pytania!



STOPNIE I WYKSZTAŁCENIE

Stopnie w szeroko pojętym ratownictwie medycznym w Niemczech:

Sanitätshelfer (SH)

Szkolenie trwa od 24 do 48 godzin i kończy się egzaminem pisemnym (ok. 30 pytań) oraz praktycznym: podstawowa reanimacja. SH powinien potrafić reanimować, założyć opatrunek uciskowy, użyć AED… Osoby takie biorą na przykład udział w zabezpieczaniach imprez masowych. W niektórych Landach mogą pracować jako kierowcy karetek transportowych (KTW).

Rettungshelfer (RH)

Szkolenie trwa zazwyczaj 3 tygodnie i kończy się egzaminem pisemnym, praktycznym (1 zadanie; np.: zdjęcie kasku nieprzytomnego motocyklisty, opatrunek uciskowy, lub unieruchomienie złamania kończyny, zmierzenie ciśnienia tętniczego itp.) i ustnym (2 tematy. Przykład: anatomia dróg oddechowych, patofizjologia zawału serca). Osoby z tą kwalifikacją mogą pracować jako kierowcy karetek transportowych (KTW). W kilku Landach wydłuża się szkolenie o kilka godzin i dołącza do tego praktykę w karetce ratunkowej. Wtedy taka osoba może też pracować jako kierowca karetki ratunkowej (RTW).

Po ukończeniu 160 h praktyk w karetce ratunkowej (RTW) i 160 h praktyk w SORze, intensywnej terapii lub oddziale anestezjologii, oraz tygodniowym kursie powtórkowym RH może podejść do kolejnego egzaminu składającego się z części pisemnej, ustnej (4 tematy) i praktycznej (2 przypadki). Po pozytywnym ukończeniu otrzymuje świadectwo Rettungssanitäter (RS)

Osoby takie pracują jako sanitariusze w karetkach transportowych (KTW) lub karetkach ratunkowych jako kierowcy (RTW). Poprzednie stopnie nie są szczegółowo regulowane prawnie, natomiast kwalifikacja Rettunssanitäter opiera się o „Grundsätze zur Ausbildung des Personals im Rettungsdienst“ [Zasady kształcenia personelu w ratownictwie medycznym] z 20. kwietnia 1977 r. Szkoleniem wszystkich „stopni“ zajmują się organizacje humanitarne oraz prywatne firmy szkoleniowe.

Do końca 2014 roku można było ukończyć prywatną szkołę zawodową i zostać:

Rettungsassistent (RA)

Kształcenie opierało się na ośmiostronicowej ustawie „Rettungsassistentengesetz“ z 10.07.1989 r. Jeżeli ktoś zaczynał od zera potrzebował dwóch lat. Jeżeli ktoś wcześniej zdobył kwalifikację RS mógł zostać RA w 1,5 roku. Poprostu skracał się czas części teoretycznej. Pierwszy rok (1200 godzin) teorii w szkole (podobnie jak w poprzednich przypadkach szkoły prywatne, lub prowadzone przez organizacje humanitarne). Pierwszy rok kończył egzamin państwowy składający się z częsci praktycznej, pisemnej i ustnej. Gremium egzaminacyjne składało się zazwyczaj z lekarza, i dwóch lub trzech doświadczonych RA, oraz kogoś z ministerstwa (nie wiem czy zawsze). Cena całego roku szkoły to ok. 1500-2500 €. Tak, koszty trzeba było pokryć z własnej kieszeni.

Drugi rok to 1600 godzin praktyk w karetce ratunkowej. (Miesięczne wynagrodzenie ~ 800 €.)
Po ukończeniu tego roku stażu dostawało się od danej organizaji potwierdzenie i wysyłało podanie do ministerstwa o wydanie dyplomu upoważniającego do wykonywania zawodu Rettungsassistent.
Do niedawna był to najwyższy stopien wtajemniczenia w pogotowiu.

Ciekawostka: Sanitariusze którzy np. w latach 80ych lub wcześniej skończyli kursy pierwszej pomocy i pracowali w ówczesnym ratownictwie (karetki często były obsadzone tylko jedną osobą i miały z tyłu auta nad pacjentem zamontowane lustro tak żeby podczas transportu sanitariusz mógł widzieć pacjenta) po uchwaleniu nowej ustawy automatycznie otrzymali tytuł i prawo do wykonywania zawodu Rettungsassistent...

Na szczęście nie stało się tak 1. stycznia 2014 roku kiedy wcześniej wspomniana ustawa „Rettungsassistentengesetz“ została zniesiona przez „Notfallsanitätergesetz“. Żeby zostać Notfallsanitäter (NFS) potrzeba trzech lat. RA z doświadczeniem zawodowym może podejść do egzaminu uzupełniającego. W zależności jak długie ma doświadczenie musi ukończyć jeszcze dodatkowe szkolenie. Do 2021 r. wszystkie karetki ratunktowe (RTW) mają być obsadzone przynajmniej jednym NFS. Raczej się to nie uda w tym terminie…

Jeżeli chodzi o najnowszą ustawę o ratownikach medycznych i związane z tym wykształcenie nie jestem na bierząco ponieważ od powstania ustawy bardzo wiele się zmieniało. Ponoć jeszcze do końca nie pogodzono się z tym kto ma za to zapłacić, czego NFS mają się uczyć i czy po tym jak skończą szkołę będą mogli wykonywać czynności, których się uczyli. Wszystko jest na razie dopracowywane. Jeżeli chodzi o inne przepisy związane z czynnościami ratownika medycznego też na razie nic się nie zmieniło. Izba lekarzy (Bundesärztekammer) jest bardzo krytycznie nastawiona do ratowników medycznych i stara się ich jak najbardziej ograniczać…

POJAZDY

KTW – Krankentransportwagen - karetka transportowa, czasem wysyłana także do nagłych wypadków. Zespół dwuosobowy. Minimum jeden Rettungssanitäter (RS).

RTW – Rettungswagen – podstawowa karetka ratunkowa. Minimum jeden RA. Zespół dwuosobowy.

Jeszcze istnieje wynalazek między KTW i RTW zwany KTW-B, ale bardzo mało tego jeździ. Wszystkie pojazdy są określone normami DIN-Norm - taka niemiecka wersja norm ISO.

NEF – Notarzteinsatzfahrzeug - często Audi Q5 lub podobny samochód osobowy ze sprzętem. Lekarz i kierowca. System „randes-vous“. Lekarz zostaje wysłany razem z zespołem RTW, albo dosłany jeżeli zespół uzna to za konieczne. W zależności od miasta, na jednego lekarza (NEF) przypada od 2 do 4 karetek ratunktowych (RTW).


NAW – Notarztwagen - podobnie jak polska S'ka. Lekarz, RA i RS. Bardzo mała ilość. Wyglądem nie różni się od normalnej karetki (RTW).

ITW – Intensivtransportwagen - intensywna terapia na kołach, używane do transportu międzyszpitalnego. Zazwyczaj lekarz z danego oddziału na pokładzie. Istnieją też ITW wielkości RTW.
Adipöstransport – karetka dla bardzo otyłych pacjentów. Szersze nosze itd. Zespół dwuosobowy podobny jak w RTW. Może wyglądać jak zwykła karetka albo tak jak na zdjęciu:

HvO – Helfer vor Ort – wolontariusze na obszarach wiejskich z przynajmniej podstawową wiedzą o pierwszej pomocy. Zazwyczaj dojeżdżają prywatnym pojazdem. Mają do dyspozycji plecak ratunkowy i AED. Wysyłani jako first responder.

RTH czyli helikoptery ratunkowe i ITH czyli latające intensywne terapie. Łącznie wszystkich stacji pogotowia lotniczego jest w Niemczech 71, a 21 śmigłowców jest dostępnych także w nocy. Organizacje odpowiedzialne za pogotowie lotnicze: ADAC (36), DRF (31), SAR (Bundeswera) (2),
Ministerstwo spraw wewnętrznych (12).

Karetek Neonatologicznych jest w całych Niemczech miedzy 5 a 15. Brak wiarygodnych danych i wszystko zależy też od definicji. Karetki takie to projekty prywatnych firm lub szpitali finansowane z darowizn.

Jest jeszcze wiele innych wynalazków. Niektóre to tylko pojedyńcze pojazdy, dlatego nie będę o tym pisał. Zdjęcia można pooglądać sobie na https://bos-fahrzeuge.info Między innymi istnieją także: ochotnicze ratownictwo wodne (DLRG), ratownictwo górskie (Bergwacht) organizowane przez DRK, oraz Federalna Agencja Pomocy Technicznej (THW), która jest finansowana i nadzorowana przez państwo i ministerstwo spraw wewnętrznych podobnie jak organy zarządzania kryzysowego, które podlegają Bundesamt für Bevölkerungsschutz und Katastrophenhilfe (Federal Office of Civil Protection and Disaster Assistance).

STRUKTURA

Ratownictwo medyczne (Rettungsdienst) w Niemczech regulowane jest federalnie, czyli każdy „Land“ ustanawia własne prawa. Odpowiedzialne za organizowanie, czyli np. ilość i rozmieszczenie karetek odpowiedzialne są gminy.

Organizacje humanitarne takie jak DRK, ASB, Johanniter i Malteser stanowią monopol w ratownictwie medycznym. Współpracują z gminami na zasadzie Public Privat Partnership, lub otrzymują koncesję na usługi. To znaczy, że nie są finansowane z budżetu państwa. Pieniądze za usługi dostają bezpośrednio od danej gminy (żadziej), lub od publicznych i prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych (kas chorych). Usługi te, a raczej usługa, to transport. Wyjazd bez transpotu pacjenta to wyjazd darmowy.
Oprócz tego w wielu Landach (Nie udało mi się sprawdzić czy we wszystkich. Na pewno Badenia Wirtembergia i Nadrenia Północna Westfalia) prawo o ratownictwie medycznym (Rettungsdienstgesetz) nakłada obowiązek transportu.

W skrócie oznacza to, że każda karetka musi transportować każdego pacjenta gdy on sobie tego życzy, do najbliższego odpowiedniego szpitala, lub dokąd sobie pacjent zażyczy ponieważ każdy ma prawnie zapewnioną swobodę wyboru lekarza. Nawet jeżeli zespół nie stwierdzi zagrożenia życia, lub zdrowia i potrzeby transportu, musi przetransportować pacjenta jeżeli on tego chce. Naturalnie rzeczywistość wygląda trochę inaczej. Pacjentów, którym szpital nie jest potrzebny, tłumaczy się żeby poszli za kilka godzin do lekarza rodzinnego, albo zostawia im się adres do nastepnej apteki z dyżurem.

Ratownicy robią to na własną odpowiedzialność; dlatego niektórzy wolą zawieźć pacjenta do szpitala i mieć problem z głowy. Po co brać na siebie ryzyko? („Jakie ryzyko!?“ zapyta pewnie polski RM. Za chwilę wytłumaczę.) Spotkałem się kilka razy z tym, że pacjent prosi, żeby zostawić mu oświadczenie na piśmie, że jak zostanie w domu to nic mu się nie stanie…

W takim przypadku dalsza dyskusja z takim pacjentem-prawnkiem-amatorem nie ma większego sensu i nikt nie weźmie na siebie odpowiedzialności pozostawienia go w domu, a tymbardziej zostawiając mu jakiś papier. Wtedy wiezie się go do szpitala dla świętego spokoju i oddania odpowiedzialności w inne ręce. Posiedzi 4 godziny na korytarzu SORu to może się czegoś nauczy.

Zostawienie pacjenta w domu nawet jeżeli nic mu się nie stanie może wiązać się z poważnymi konsekwencjami. Np. § 221 StGB (odmowa pomocy, porzucenie): kara pozbawienia wolności
od 3 miesięcy do 5 lat.

O sytuacji prawnej opowiem później; teraz z powrotem do struktury:

Istnieje jeszcze całkiem prywatne ratownictwo medyczne. Firmy te rozliczają się bezpośrednio z kasami chorych i są same za siebie odpowiedzialne. Jednakże wcześniej wymienione organizacje starają się nie dopuścić firm prywatnych do szeroko pojętego ratownictwa medycznego.

Ciekawostka: Liczba publicznych ubezpieczeń zdrowotnych w Niemczech to 113.
Liczba ta maleje co roku poprzez fuzje. W roku 2000 istniało 420 kas, w 2010 roku 169.

Jeżeli chodzi o zatrudnienie to w ostatnich latach dał się odczuć deficyt personalny. Z jednej strony nie ma dużego przyrostu ponieważ nie kształci się już Rettungsassistent'ów, z drugiej strony wiele osób wycofuje się z tego niewdzięcznego zawodu. Przez ostatnie kilkanaście lat bagatelizowano pewien problem.

Ludzie zaczynali pracę w ratownictwie żeby zrobić coś sensownego w oczekiwaniu na studia. Kończyli szkołę, jeździli rok, może dwa jako RA, i szli studiować medycynę. Z mojej 20-osobowej klasy w pogotowiu zostało 6 osób. Reszta robi całkiem coś innego  lub studiuje. Pracodawcy szeroko się ogłaszają obiecując coraz lepsze warunki pracy. A najlepsze warunki są mniej więcej takie: umowa stała, półroczny okres próbny, wynagrodzenie według taryfikatora. Czas pracy: 40h – 45h tygodniowo.

Najmniej zarobi singiel bez doświadczenia zawodowego jako Rettungssanitäter: ~1400€ na rękę; najwięcej otrzyma Rettungsassistent z 6-letnim doświadczeniem lub dłużej i najlepszą klasą podatkową: ~2100€ netto. Ten sam jako singiel zarobiłby ~1800€. Wystarczy, żeby przeżyć, ale kokosy to też nie są. Dyżury trwają zazwyczaj 12 godzin. Znam jedną bazę gdzie dyżur trwa 16 h, od 7:00 do 23:00.

Można śmiało powiedzieć, że bardzo duża część systemu pogotowia w Niemczech bazuje na wolontariacie. Najbardziej firma DRK. Karetki ratunkowe obsadzone są najczęściej jednym RA i jednym RS. Często jeden z nich to wolontariusz, który na codzień zajmuje się czymś całkiem innym, ale z chęci przeżycia dreszczyku emocji, pojeżdżenia sobie na sygnałach, albo poprostu z lenistwa i z nadzieją przesiedzenia całego dnia w bazie, bierze od czasu do czasu 12 godzinną zmianę, za którą dostaje symboliczne 30-40€ wolne od podatku. Do 2011 r. istniała jeszcze obowiązkowa służba wojskowa, którą można było zamienić na służbę zastępczą między innymi w pogotowiu. Organizacje humanitarne zajmujące się ratownictwem z otwartymi rękami przyjmowały taką tanią siłę roboczą.

Pamiętam mój pierwszy dzień, jako świeżak po szkole, w bazie w małym miasteczku na której jeszcze nigdy nie jeździłem i w ogóle nie znałem okolicy. Zaraz chciałem się dowiedzieć z kim jeżdżę, bo już trząsłem portkami. Pojawiła się koleżanka wolontariuszka. Powiedziała, że na codzień pracuje w urzędzie skarbowym, a karetką jeździ od czasu do czasu i jest tylko RS. Zapytałem ją jak często jeździ; powiedziała, że w ostatnim roku jakieś 10 dyżurów.

Na szczęście nie mieliśmy jakichś poważnych przypadków, ale nie było łatwo pracować nie wiedząc który szpital jest najbliżej i czy przyjmą takiego a takiego pacjenta. A ze strony pani ze skarbówki nie mogłem oczekiwać większego wsparcia, bo też nie znała okolicy.

Na pytanie „Co ty o tym myślisz?“ podnosiła ręce i odpowiadała „Ty jesteś RA i to twoja odpowiedzialność, ja ci się nie mieszam“. Nawet zmierzenie ciśnienia ją przerastało: „180 na 100, ale lepiej sam zmierz, żeby nie było na mnie.“

Podobne sytuacje się powtarzały dlatego poprosiłem szefa, żeby nie dawał mi takich ludzi do karetki. Skończyło się rozmową dyscyplinarną ze mną ponieważ nie akceptowałem polityki firmy (czyli wykorzystywania taniej siły roboczej). Po pół roku zmieniłem pracodawcę.

Bardzo popularne są też „prace socjalne“; Bundesfreiwilligendienst, albo Freiwilliges Soziales Jahr. Czyli dzieciaki, które właśnie osiągnęły pełnoletność, zrobiły prawo jazdy i po ukończeniu edukacji obowiązkowej nie wiedzą co ze sobą zrobić i chcą rok popracować za półdarmo. Też dałem się na początku na to namówić :) Ci młodzi ludzie pracują w szpitalach pchając łóżka w te i we wte, przewożą pacjentów na badania i takie tam. Niektórzy odbębniają swój rok socjalny w domach starców. Inni trafiają do karetek. Kończą miesięczny kurs, dostają kwalifikację RH i jeżdzą KTW (transportówka) za 400€ miesięcznie w pełnym wymiarze godzin. Ci bardziej ambitni robią dodatkowe praktyki i zostają RS, też jeżdzą KTW, a jak mają szczęście to nawet RTW. Otrzymują też ok. 400€ jako „zwrot kosztów własnych“.

Ciekawostka: Wygląd. Nie ma jednolitego uniformu dla ratowników. Ubiór i pojazdy każdej organizacji wyglądają trochę inaczej. Czerwony krzyż nosi spodnie i kurtki czerwone, pomarańczowe lub czerwono-żółte, oraz białe lub granatowe polówki, w wyglądzię pracowników ASB przeważa kolor żółty, spodnie mogą być czerwone, lub ciemnogranatowe; Malteser są zazwyczaj czerwono-czarni; są też firmy które ubierają pracowników w kolory niebieski, czarny, biały…

SYTUACJA PRAWNA

Wymienię w kilku punktach sprawy, które najbardziej mnie bolą i sprawiają, że ratownicy w Niemczech są sfrustrowani i zastraszeni, a cały system kuleje. Niestety w Niemczech ludzie przyzwyczaili się do takiego stanu rzeczy i nie próbują nic zmienić. „Starzy ratownicy“ nawet nie chcieliby, żeby coś się zmieniło. Nie chce im się uczyć nowych rzeczy i są zadowoleni z tego, że nie spoczywa na nich zbyt wielka odpowiedzialność.

Tak jak już wcześniej wspomniałem pogotowie jest zobligowane do transportowania pacjentów. Można zostawić pacjenta w domu, ale jeżeli coś mu się stanie można mieć nieprzyjemności.

Są też inne przepisy, które nakazują udzielenia pomocy osobom, które jej potrzebują w nagłym wypadku, w najlepszy możliwy sposób. Wszystko zależy od interpretacji.

Ratownik medyczny w Niemczech nie jest uważany za funkcjonariusza publicznego. Osoby pracujące w ratownictwie medycznym są „osobami zatrudnionymi w podmiocie prawa publicznego“ (tłumaczenie oddające sens - Angestellter im öffentlichem Dienst) i teoretycznie można by było na tej podstawie uznać go za funkcjonariusza publicznego (Beamter), ale praktyka wygląda inaczej: ratownicy w Niemczech to zwykłe robole. Tymbardziej jeżeli zatrudnieni są w firmach prywatnych. Natomiast jeżeli pracodawcą jest Ministerstwo Sprawiedliwości (Justiz) i ratownik pracuje np. w więzieniu, albo Zawodowa Straż Pożarna (Berufsfeuerwehr) to wtedy taka osoba ma status urzędnika/funkcjonariusza publicznego.

Izba lekarzy (Bundesärztekammer), która notabene nie jest w żadnym wypadku władzą ustawodawczą ani sądowniczą, a tylko związkiem zawodowym, ma najwięcej do powiedzenia. Kolejna grupa decydentów to DIVI (Niemieckie interdyscyplinarne towarzystwo medycyny intensywnej i ratunkowej) - naukowcy zajmujący się między innymi medycyną ratunkową.
W 1992 r. (ostatnio aktualizowane w 2004 r.) Izba lekarzy wydała zalecenia dla ratowników medycznych w związku z czynnościami ZAREZERWOWANYMI TYLKO DLA LEKARZY.

Jakie to są czynności i kiedy może je zastosować ratownik medyczny? Najpierw wytłumaczę gdzie leży problem. §1 HPG [prawo o trudnieniu się medycyną przez nie-lekarzy] z 1939 r. (!) mówi o tym, że kto chce diagnozować, leczyć, łagodzić choroby itp. nie będąc lekarzem potrzebuje na to zezwolenia. Bezpośrednio dotyczy to naturopatów. Decydujący jest jednak paragraf 5. który grozi tym, że kto w celach zarobkowych zajmuje się leczeniem (dosłownie „trudni się medycyną“) nie będąc lekarzem, ani nie mając pozwolenia może trafić nawet na rok do więzienia. Ratownik nie jest ani lekarzem, ani nie ma pozwolenia na leczenie.

Według prawników zastosowanie tego przepisu przed sądem jest raczej wątpliwe, ponieważ ma ono chronić obywateli przed szarlatanami, a nie przed wykwalifikowanymi osobami i to jeszcze takimi, które są zobowiązane do pomagania chorym. Jednak nie raz powoływano się przed sądem na to prawo żeby 'udupić' ratownika.

Prawo o środkach odurzających (Betäubungsmittelgesetz) nie pozostawia już żadnych wątpliwości. Jedynie lekarze, lekarze dentyści i weterynarze mogą stosować substancje wypisane w tym prawie. Jest ich bardzo dużo. Wymienię tylko kilka dobrze znanych: Alprazolam, Barbital, Clonazepam, Diazepam, Fentanyl, Lorazepam, Midazolam, Morfina, Piritramid, Sufentanil, Tilidin.
Niektóre z tych leków znajduje się w karetkach, ale ratownikom nie wolno ich tak poprostu używać.

Przykład: zespół podstawowy (RTW), na pokładzie Rettungsassistent i Rettungssanitäter, zostaje wezwany do nieprzytomnej osoby leżącej na ulicy. Na miejscu zastają mężczyznę, w wieku ok. 35 lat, w stanie padaczkowym. Osoba która wezwała pogotowie mówi, że drgawki trwają już od ok. 10 min. Zespół pyta dyspozytora czy jest dostepny lekarz (NEF). Lekarz może dojechać na miejsce za około 15 minut. Co teraz?! W tym miejscu wróćmy znowu do zaleceń Izby Lekarzy. Według tych zaleceń zarezerwowane tylko dla lekarzy ale w WYJĄTKOWYCH OKOLICZNOŚCIACH dopuszczalne także dla ratowników medycznych są następujące czynności: defibrylacja półautomatyczna, intubacja dotchawiczna bez leków zwiotczających, zakładanie wenflonu, stosowanie krystaloidów, oraz stosowanie leków w wymienionych przypadkach:

Adrenalina – NZK, anafilaksja
Beta2-mimetyki w sprayu – obstrukcyjne stany oddechowe
Nitrogliceryna – ACS / AP
Benzodiazepiny doodbytniczo – stany padaczkowe
Glukoza 40% - Hipoglikemia
Nieopioidowe leki przeciwbólowe – silne bóle

To oznacza, że ratownikom tak na prawdę nie wolno wykonywać tych czynności, ale jeżeli zaistnieje sytacja wyjątkowa to izba lekarzy pozwala na niektóre z nich.

Ratownik musi wtedy powołać się na §34 StGB – Rechtfertigender Notstand – czyli właśnie sytuacja wyjątkowa / okoliczność łagodząca. Chodzi o to, że na przykład nikt nie będzie żądał odszkodowania za wybitą szybę jeżeli wybicie jej było konieczne do dostania się do mieszkania żeby uratować czyjeś życie lub zdrowie. To przykład sytuacji wyjątkowej. Oczywiście musi zareagować adekwatnie i proporcjonalnie do sytuacji podejmując jak najmniejinwazyjne kroki. To znaczy, że na przykład rurka krtaniowa ma pierwszeństwo przed dotchawiczną, a podanie doustne glukozy przed dożylnym.

Ostatecznie o zakresie dopuszczalnych czynności decyduje lekarz odpowiedzialny za dany Land (Ärztlicher Leiter Rettungsdienst), ale w oparciu o zalecenia Izby Lekarzy; czyli może np. pozwolić na stosowanie midazolamu dożylnie w przypadku stanu padaczkowego. Wszystko oczywiście tylko i wyłącznie w sytuacjach wyjątkowych, czyli jeżeli lekarz jest niedostępny lub nie dojedzie na czas!

Gdyby w opisanym wcześniej przypadku lekarz w ogóle nie był dostępny, ratownik może się powołać na §34 StGB i działać na własną rękę. W tym przypadku zaaplikować doodbytniczo tubkę diazepamu. Jeżeli lekarz jest w drodze i będzie za minutę pozostaje mu na niego czekać, a w tym czasie ewentualnie przygotować (nie zakładać) wenflon i leki. Może też przykryć pacjenta kocem i podłożyć mu coś pod głowę. A co jeżeli lekarz ma być za 5 minut? Na pewno za tyle dojedzie? Czekać czy działać? Przed takim dylematem stajemy bardzo często. Na szczęście większość lekarzy systemu przymyka oko na samodzielne działania. Niemieckie przysłowie mówi: nie ma sędziego bez oskarżyciela.

Na koniec perełka: międzynarodowy znak Star of Life, czyli Gwiazda Życia została w Niemczech wykupiona i zastrzeżona jako znak towarowy przez „Bundesverband eigenständiger Rettungsdienste und Katastrophenschutz“ (BKS), związek prywatnego ratownictwa medycznego, w którym zrzeszone są firmy prywatne zajmujące się ratownictwem i transportem medycznym, o którym z oficjalnej strony internetowej można dowiedzieć, że używanie znaku Star of Life jest zabronione bo to ich logo i są konsekwentni jeżeli chodzi o ściganie osób które się tym logo posługują nie będąc w ich klubie :)
https://www.bks-rettungsdienst.de/leistungen/bks-stern/

Podsumowanie:

Ratownicy medyczni w Niemczech ciągle poruszają się w szarej strefie. Wykonują czynności, których prawo zabrania mając nadzieję, że nic nie pójdzie źle i nikt ich nie oskarży. Wykształcenie pozostawia wiele do życzenia.

Lekarze na szczycie ratowniczej drabiny najchętniej zabroniliby dotykać pacjentów. Społeczeństwo nie ma w ogóle pojęcia kim jesteśmy, co potrafimy, a co możemy lub nie możemy zrobić. Niektórzy na widok samych ratowników żądają przyjazdu lekarza i nie chcą z ratownikami nawet rozmawiać, inni dziwią się, że muszą czekać ze złamaną nogą na lekarza żeby ulżył im w bólu, a ratownicy stoją obok nic nie robią, tłumacząc się, że nie wolno im podawać leków.

Duża część społeczeństwa dalej uważa, że tak jak przed 2011r. karetkami jeżdżą niewykształcone osoby pełniącę służbę zastępczą, którzy tylko transportują ludzi do szpitala, nazywając nas lekceważąco „Zivi“. Przez ostatnie lata zrobiono bardzo małe kroczki w kierunku usprawnienia ratownictwa medycznego. Między innymi wprowadzenie nowego zawodu, który moim zdaniem też nie jest jeszcze całkiem dopracowany. Niestety Niemcy nie lubią zmian. Jeżeli czegoś nie znają bo jest nowe to tego nie stosują. Społeczeństwo jest ślepe i ma to gdzieś, a politycy tylko liczą pieniądze i dopóki wszystko jako tako działa i nie sprawia większych problemów to nikogo nie interesuje Rettungsdienst…

O mnie:

Mam 28 lat. Od 2006 mieszkam w Niemczech. Wyjechałem wkrótce po ukończeniu gimnazjum i resztę wykształcenia odebrałem za granicą. W 2011 postanowiłem zostać ratownikiem medycznym. Najpierw ukończyłem za jednym zamachem kursy: Sanitätshelfer, Rettungshelfer i Rettungssanitäter, po czym zaliczyłem rok socjalny jeżdżąc KTW. W kwietniu 2013 ukończyłem prywatną szkołę zawodową w Karlsruhe, a po roku stażu w firmie ASB w grudniu 2014 otrzymałem dyplom uprawniający do wykonywania zawodu Rettungsassistent. Na początku ubiegłego roku przeprowadziłem się i znalazłem pracę w prywatnym ratownictwie medycznym. Niestety panowały tam skandaliczne warunki i w listopadzie zmieniłem pracodawcę. Teraz pracuję fifty-fifty w zespołach KTW i RTW.

Jeżeli chcielibyście wyrazić swoją opinię lub macie pytania zapraszam do kontaktu mailowego:
m.j.ignaczak@googlemail.com

1 komentarz:

  1. Tym bardziej mnie to dziwi, że polskiemu ratownikowi medycznemu ciężko uzyskać nostryfikację dyplomu. Każdy ratownik medyczny w Polsce może samodzielnie podać aż 48 leków. Transport pacjenta bez zabezpieczenia w postaci dostępu dożylnego jest wręcz źle widziane. Mieszkam w Dreźnie od trzech i pół roku. Za pół roku chce zrobić nostryfikację (czekam na urlop, żeby pojechać do rodzinnego miasta w ojczyźnie 775 km od Drezna po brakujące dokumenty). Wcześniej nawet nie próbowałam bo znajomość języka mi na to nie pozwalała.

    OdpowiedzUsuń